Raj zamienił się w koszmar - musiał uciec z tego kraju
(fot. Mike Lee)
Song Byeok: Dopóki tam mieszkałem i dopóki nie zapanował głód, to sądziłem, że Korea Północna jest najdoskonalszym państwem jakie tylko może istnieć. Dopiero gdy osiedliłem się na południu, dostrzegłem biedę panującą pa północy. Zrozumiałem, że Korea Północna w rzeczywistości jest najuboższym krajem świata, a ten świat nie jest taki jak nam go przedstawiano.
Absolutnie nie. Wtedy system północnokoreańskich rządów był dla mnie czymś normalnym. Nigdy nawet nie pomyślałem, że tak wyróżnia się na tle świata.
Mieszkałem w prowincji Hwanghae, graniczącej z okręgiem, w którym leży Phenian. Największe różnice były odczuwalne w czasie kryzysu. Pamiętam, że gdy kraj nawiedziła klęska głodu, to rząd wydzielał mieszkańcom stolicy racje żywnościowe. Były skromne, jednak reszta ludzi mogła co najwyżej pomarzyć o takiej pomocy.
Samymi słowami ciężko jest opisać warunki, jakie panowały. Tak naprawdę tamte wydarzenia może zrozumieć tylko ten, kto doświadczył w swoim życiu prawdziwego uczucia głodu. Cała moja rodzina i wszyscy znajomi walczyli wtedy o przetrwanie. Nikt nie może powiedzieć z całą pewnością, ilu Koreańczyków umarło z głodu ani ilu utonęło w rzece Tumen podczas przekraczania koreańsko-chińskiej granicy w poszukiwaniu jedzenia.
Robiliśmy to, co inne rodziny. W obliczu głodu nikt z nas nie miał wyboru, byliśmy do tego po prostu zmuszeni. Chociaż przekraczanie rzeki było nielegalne i niebezpieczne, to musieliśmy zaryzykować, inaczej umarlibyśmy z głodu.
Nie byłem traktowany wyjątkowo. Malowanie nie szło w parze z prestiżem. To było zwykłe zajęcie jakich wiele.
Nie. Tak naprawdę nie wiedziałem nic o własnym kraju ani o Kim Dzong Ilu, czy o jego ojcu. Zupełnie jak moi znajomi i rodzina. Brak wiedzy na te tematy nie był niczym niezwykłym.
