Szukaj wiadomości:

Dlaczego polscy żołnierze nadal będą ginąć w Afganistanie?

drukuj | A A A Polska | dodane 2009-09-16 (06:10)

- W Afganistanie nadal będą ginąć żołnierze: brakuje nam rozpoznania i ludzi - mówią wojskowi, którzy stacjonowali na tej misji. Anonimowo, bo sytuacja w armii jest tak napięta, że nikt z czynnych wojskowych nie odważy się oficjalnie oceniać kiepskiego stanu wyposażenia naszych żołnierzy ani zbyt ambitnych zadań, jakie przed nimi postawiono. Tego, że dzisiaj nie pomagamy naszym amerykańskim sojusznikom, jak to było np. w Iraku, ale samodzielnie kontrolujemy jedną z najbardziej niebezpiecznych prowincji Afganistanu, do czego brakuje nam sił i środków.

O tym, że w prowincji Ghazni to talibowie nadal rozdają karty, świadczą chociażby wydarzenia ostatnich dni. W piątek około godziny 15.30 czasu polskiego w Afganistanie zginął plutonowy Marcin Poręba. Jego konwój złożony z pięciu pojazdów podążał do bazy Giro. Jeden z rosomaków najechał na domowej roboty ładunek, który eksplodował. Plutonowy Poręba zginął na miejscu, piątka innych odniosła rany. Wczoraj Marcina Porębę na specjalnych mszach żałobnych żegnali koledzy w Afganistanie i Szczecinie.


W Afganistanie naszym żołnierzom brakuje co najmniej dwóch eskadr śmigłowców bojowych i transportowych, a także, a może przede wszystkim, bezzałogowych samolotów rozpoznawczychWaldemar Skrzypczak
Kilka tygodni wcześniej, 10 sierpnia, od kuli snajpera zginął kpt. Daniel Ambroziński, który wraz z kolegami z polsko-afgańskiego patrolu pieszego wpadł w pułapkę zastawioną przez rebeliantów .

Do tej pory w misji ISAF zginęło 11 polskich żołnierzy, na miejscu służbę pełni ich około dwóch tysięcy. - Wskaźnik strat mamy stosunkowo niski, zaledwie 0,55% podczas gdy średnio waha się on w granicach 2% - mówi gen. Roman Polko. - Biorąc pod uwagę fakt, że stacjonujemy w jednej z najniebezpieczniejszych stref, naprawdę nie jest źle - dodaje.

Tym bardziej że - jak podkreślają inni wojskowi - nasi żołnierze, którzy mają kontrolować prowincję Ghazni, nie są do tego przygotowani. - To była raczej decyzja polityczna, chodziło tylko o to, żeby zawiesić tam biało-czerwoną flagę i pokazać Amerykanom, jacy jesteśmy aktywni - mówi nam jeden z wysokich rangą oficerów. Podobnego zdania jest gen. Waldemar Skrzypczak. - Do kontrolowania tej prowincji potrzeba nie dwóch, ale sześciu tysięcy żołnierzy i odpowiedniego sprzętu rozpoznawczego - uważa. O jego braku mówił także rzecznik rządu Paweł Graś, który w jednym z wywiadów podkreślił, że największe bolączki naszej armii to brak sprzętu służącego do rozpoznania oraz wsparcia śmigłowców.

W Afganistanie naszym żołnierzom brakuje co najmniej dwóch eskadr śmigłowców bojowych i transportowych, a także, a może przede wszystkim, bezzałogowych samolotów rozpoznawczych. - Bez nich jesteśmy jak dzieci we mgle - mówi gen. Skrzypczak. Samoloty te mogą rejestrować w dzień i w nocy, np. przemieszczanie się ludzi w terenie czy moment, kiedy terroryści podkładają ładunki wybuchowe. - W Iraku, zanim ruszyłem do akcji, po rozpoznaniu przez bezzałogowe samoloty wiedziałem nawet, ile osób jest w tej czy innej zagrodzie - opowiada jeden z dowódców z Iraku. W Afganistanie nasi żołnierze tego nie wiedzą i muszą kierować się na czuja. Potrzebny jest także specjalistyczny sprzęt detekcyjny, który precyzyjnie wykrywałby podłożone przez talibów materiały wybuchowe.


Więcej na ten temat

wiadomości

galerie

w innych serwisach WP

Ocena artykułu

Twoja ocena: 

 

Ogólna ocena: 

 

 
 

Opinie: 325 beta

Masz swoje zdanie? Przedstaw je! Komentuj zgodnie z Zasadami Opinii.
Więcej różnych opinii i komentarzy znajdziesz na forum.wp.pl.