Szukaj wiadomości:

Będzie prezydentem i gwiazdą hip-hopu?

PAP | dodane 2011-02-17 (15:09)

drukuj A A A
Wiele wskazuje na to, że w piątkowych wyborach obecny prezydent Ugandy Yoweri Kaguta Museveni zostanie wybrany na czwartą kadencję. Dzień przed głosowaniem zapowiedział, że być może wyda album muzyczny, po tym jak hip-hopowy utwór jego autorstwa stał się hitem.

67-letni Museveni, który rządzi krajem od 25 lat, w ciągu ostatnich miesięcy na wiecach wyborczych wykonywał pieśni folkowe z zachodniej części kraju, gdzie się urodził. Producenci muzyczni zmiksowali słowa ugandyjskiego prezydenta, który na wiecach opowiadał o gatunku muzycznym, który był dla niego czymś nowym.

"Ja też mogę rapować"

- Dzisiaj młodzi ludzie powiedzieli mi o rapie. Ja też mogę rapować - mówi Museveni, a następnie rytmicznie, w rytmie hip-hopu, wykonuje zachrypniętym głosem tradycyjne pieśni. Piosenka zatytułowana "Czy chcecie usłyszeć kolejny rap?" stała się przebojem stacji radiowych i dyskotek.

Prezydent ogłosił, że po wyborach prezydenckich być może wyda płytę, na której mogłyby się znaleźć klasyczne pieśni i wiersze.

To nie Egipt - tu będą strzelać

W wyborach po raz trzeci głównym przeciwnikiem Museveniego będzie lider opozycyjnego Forum na rzecz Demokratycznej Zmiany (FDC) Kizza Besigye.

Besigye wielokrotnie podkreślał w wywiadach, że nie wierzy w uczciwe wybory. Ostrzegał, że jeśli rejestr, który członkowie partii i ochotnicy będą prowadzić przy punktach wyborczych, nie pokryje się z oficjalnym wynikiem, zwolennicy opozycji, zainspirowani wydarzeniami w Egipcie i w Tunezji, mogą wyjść na ulicę.

- Egipt to nie Uganda. Tu będą strzelać do każdego, kto odważy się zaprotestować, a Ugandyjczycy kochają życie, więc nie spodziewam się rewolucji - powiedział Richard, taksówkarz, który wolał pozostać anonimowy.

Wybory pod ochroną wojska

Besigye apelował do zwolenników, by idąc do urn wzięli ze sobą jedzenie i nie opuszczali punktów wyborczych do czasu ogłoszenia wyników. - Ja spełniłem swoja rolę, teraz czas na was. Jeśli wybory nie będą sfałszowane, zmieni się władza - apelował w środę do tłumu. Poprosił również zwierzchnika sił zbrojnych generała Aronda Nyakairima, by armia trzymała się z dala od wyborów.

Jednak jak dowiedziała się ze źródeł wojskowych agencja Reutera, wojsko przejęło kontrolę nad bezpieczeństwem w kraju podczas wyborów. - Zagrożenie przemocą jest zbyt duże, by porządkiem zajęła się policja - powiedział anonimowy informator.

Tańczący kandydaci

Cała stolica Ugandy, Kampala, poobklejana jest plakatami. Dominują te z podobizną uśmiechniętego Museveniego w żółtym filcowym kapeluszu. Wielu przeciwników zarzuca prezydentowi, że sfinansował swoją kampanię ze środków publicznych.

W środę barwna i głośna kampania dobiegła końca. Po ulicach Kampali jeździły odkryte ciężarówki z zainstalowanymi głośnikami. Ulice wypełniały melodie piosenek wyborczych i wykrzykiwane z głośników hasła. Niektórzy kandydaci zwracali na siebie uwagę tańcząc.

Kampanię zdominowało wymowne hasło obecnego prezydenta: "Pakalast", czyli "Do samego końca". Sloganem jego głównego przeciwnika Besigye'a był "Nowy początek".

Wielu Ugandyjczyków w słuchawkach swoich telefonów usłyszało obecnego prezydenta, który chropowatym głosem namawiał: Głosuj na starego człowieka w kapeluszu.

Wyniki wyborów poznamy w poniedziałek.

Reformy na skrawionej ziemi

Od lat siedemdziesiątych Ugandą rządzili dyktatorzy Idi Amin (http://www.konflikty.wp.pl/kat,1020235,title,W-lodowce-trzymal-glowy-wrogow-zone-kazal-pokroic,wid,11131404,wiadomosc.html) i Milton Obote (czytaj więcej). W tym czasie brutalnie zamordowano ponad pół miliona ludzi.

Prezydent Museveni doszedł do władzy w 1986 roku i szybko zaczął wprowadzać w kraju demokratyczne reformy. Odkrycie sporych pokładów ropy i gazu na zachodzie kraju polepszyło sytuację ekonomiczną ponad 34 mln obywateli.

W latach 1998-2003 kraj zaangażował się w krwawy konflikt zbrojny na terenie Demokratycznej Republiki Konga. Rząd DRK oskarżył Ugandę o działania zbrojne w bogatej w surowce prowincji Kiwu. Władze ugandyjskie obarczyły winą rząd Konga, zarzucając mu, że nie potrafi rozbroić rebelianckich ugrupowań na terenie własnego kraju.

Jednym z nich jest Armia Bożego Oporu (LRA), która od 1987 roku budzi postrach na północy Ugandy i w krajach sąsiadujących, przemocą wcielając do swoich oddziałów nieletnich. Przywódca armii Joseph Kony, który twierdzi że chce rządzić Ugandą zgodnie z Dekalogiem, ścigany jest przez Międzynarodowy Trybunał Karny listem gończym za zbrodnie przeciwko ludzkości. LRA, która wymordowała dziesiątki tysięcy ludzi, a ponad 1,5 miliona zmusiła do ucieczki, uważana jest za jedno z najgroźniejszych ugrupowań rebelianckich w Afryce. Do tej pory wojska ugandyjskie walczą z nią bezskutecznie.

Czytaj więcej: W imię Boga szkolą dzieci-żołnierzy i porywają cywilów

Z Kampali Julia Prus


(aw)

oceń
0
0
Podziel się

Więcej na ten temat

wiadomości

galerie

w innych serwisach WP

Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!