Szukaj wiadomości:

Skandal wokół śmierci polskich żołnierzy - armia oburzona

"Press", wp.pl | dodane 2011-12-22 (14:47)

drukuj A A A
Informację o śmierci pięciu polskich żołnierzy w Afganistanie media podały, zanim dowiedziały się o niej rodziny. W ten sposób złamano obowiązującą zasadę, że nie podaje się informacji o śmierci żołnierzy, dopóki armia nie powiadomi o tym ich bliskich - podaje internetowy serwis miesięcznika "Press". - Skutek opublikowania informacji był dramatyczny, bo rodziny z całej Polski zaczęły wydzwaniać do dowództwa - mówi oburzony rzecznik Dowództwa Operacyjnego ppłk Mirosław Ochyra.

Zobacz też: Tu zginęli polscy żołnierze - zdjęcia

Polscy żołnierze zginęli o godzinie 10.30 czasu polskiego, gdy ich pojazd wjechał na minę. W Polsce pierwszą nieoficjalną informację o nim podała Polska Agencja Prasowa o godzinie 11.17, powołując się na źródła zbliżone do rządu.

Do momentu publikacji nie wszystkie rodziny żołnierzy zostały oficjalnie poinformowane o śmierci bliskich. "Dotychczas pomiędzy polskimi dziennikarzami a armią obowiązywała niepisana zasada, że nie podaje się informacji o śmierci Polaków przed poinformowaniem o tym rodzin poległych" - pisze "Press".

Skutek opublikowania informacji był wręcz dramatyczny, bo rodziny z całej Polski zaczęły wydzwaniać do dowództwa. Chciałbym poznać człowieka, który postawił na nogi tyle tysięcy osóbppłk Mirosław Ochyra
- Przed opublikowaniem informacji przez PAP, posiadało ją kilka stacji telewizyjnych i rozgłośni radiowych, ale wszyscy przestrzegali niepisanej umowy - mówi ppłk Mirosław Ochyra.

Zobacz też: Oni zginęli w Afganistanie - zdjęcia

Wojciech Kaźmierczak, zastępca redaktora naczelnego i szef newsroomu w PAP, tłumaczy na łamach "Pressu": - Mieliśmy dylemat, czy publikować tę informację. Wcześniej zrobił to Reuters. My potwierdziliśmy ją w trzech źródłach w rządzie. Nie mieliśmy wyboru.

Ppłk Ochyra nie wie, o jakich źródłach mówi agencja, ale twierdzi, że skutek publikacji był "dramatyczny". - Skutek opublikowania informacji był wręcz dramatyczny, bo rodziny z całej Polski zaczęły wydzwaniać do dowództwa. Chciałbym poznać człowieka, który postawił na nogi tyle tysięcy osób - mówi oburzony rzecznik, dodając, że wojsko wróci do sprawy, gdy dopełnione zostaną formalności związane z pogrzebami.


(sol, ap)

oceń
230
1186
Podziel się

Więcej na ten temat

wiadomości

galerie

w innych serwisach WP