Po stronie dyktatorów i okupantów
Le Monde diplomatique - edycja polska | dodane 2011-02-15 (11:33)
A
A
A
Marsz milionów w Egipcie (fot. AFP)
Arabska zima ludów nie ma tak dobrej prasy jak różne miłe Zachodowi kolorowe rewolucje. Najwyraźniej demokracja demokracji nierówna – w ocenie liczą się wciąż kolor skóry, wyznanie i… położenie względem złóż ropy naftowej.
Wydarzenia w Tunezji i Egipcie zmroziły utrzymujące się przy władzy w regionie reżimy. Lęk przed widmem możliwej demokracji połączył króla Arabii Saudyjskiej, premiera Izraela i protegowanego tego ostatniego, prezydenta Autonomii Palestyńskiej. Najdonośniej słychać ostrzeżenia formułowane w Tel Awiwie, co zresztą nie powinno nikogo dziwić. Izrael, nieco na wyrost mianujący siebie jedyną demokracją na Bliskim Wschodzie, nie pierwszy już raz stara się paraliżować demokratyczne procesy u swych sąsiadów. Za niewłaściwy wybór dokonany w wolnych wyborach do parlamentu Autonomii w styczniu 2006 r. izraelska armia okupacyjna do dziś karze Palestyńczyków, szczególnie tych oblężonych w Strefie Gazy. Także Liban doświadczył antydemokratycznego resentymentu Izraela, który dokonał krwawej inwazji na jego terytorium latem 2006 r. m.in. po to by zablokować proces integracji Hezbollahu na scenie parlamentarnej w Bejrucie.
Niechęć do arabskiej demokracji wykracza jednak daleko poza region. Bliskowschodni dyktatorzy i izraelscy okupanci mogą liczyć na zrozumienie Waszyngtonu i państw europejskich. Zachód zwykle skory do pouczania innych o wartości praw człowieka i demokracji tym razem wykazuje zadziwiającą wstrzemięźliwość wobec wyznawanych przez siebie oficjalnie wartości. Inaczej niż to było podczas powyborczych protestów w 2009 r. w Iranie czy niedawnych na Białorusi, tym razem najważniejsze nie są prawa człowieka i wolności polityczne, ale jakże miła obalanym właśnie arabskim reżimom stabilizacja i zadziwiająca troska o to, czy aby rewolucja wyniesie do władzy odpowiednie siły. Ciekawe, że nikt nie pyta czy opozycjoniści białoruscy i irańscy godni są przejąć władzę, czy może będą gorsi od Łukaszenki i Ahmedineżada? W odniesieniu do krajów arabskich takie pytania są już na porządku dziennym. Co symptomatyczne, jakby na usprawiedliwienie obok pojawia się teza o braku tradycji demokratycznych w tej części świata, co wielu prowadzi do wniosku, że Egipcjanie, Tunezyjczycy czy Syryjczycy nie dorośli jeszcze do samodzielności i grozi im popadnięcie w islamizm. Wygląda na to, że dojrzałością demokratyczną obdarzeni są tylko uczestnicy tych kontestacji, które biją w rządy nielubiane w Waszyngtonie i Brukseli. Wtedy mogą mieszkać nawet na Bliskim Wschodzie – jak Libańczycy protestujący przeciw wpływom Syrii w ich kraju w roku 2005. W przeciwnym razie zawsze usłyszymy kolonialną i ahistoryczną śpiewkę o politycznej niedojrzałości i zagrożeniu fundamentalizmem albo po prostu islamem.
O tym ostatnim chętnie, aczkolwiek wykazując sporą ignorancję, mówił pewien znany w latach 90. katolicki fundamentalista, który dziś sprawuje urząd wicemarszałka sejmu z ramienia partii rządzącej w Polsce. Niestety nie był to odosobniony wyskok polityka znanego ze skrajnie prawicowych poglądów. Straszenie arabską demokracją, za którą rzekomo czai się złowroga figura fundamentalisty islamskiego dobrze wpisuje się w polską politykę w tym regionie.
Strategiczny „wybór atlantycki” postawił Polskę na pozycji wspólnika amerykańskich agresji w Afganistanie i Iraku, ale także w roli sojusznika autorytarnych reżimów trwających u władzy z łaski USA. Nagroda przyznana przez Lecha Wałęsę królowi Arabii Saudyjskiej to tylko najbardziej karykaturalny przykład sympatii, którą nasza klasa polityczna ma dla protegowanych swego amerykańskiego protektora. Przykładem zdecydowanie mniej zabawnym jest Polskie wsparcie dla polityki Izraela. Trwa ono od lat i ma tendencje do umacniania się wprost proporcjonalnie do wzrostu agresji i brutalnych poczynań Tel Awiwu. Polscy dyplomaci i europarlamentarzyści mają już na swym koncie próbę wpisania Hezbollahu na listę organizacji terrorystycznych UE, blokowanie konferencji poświęconych prawom Palestyńczyków, wsparcie przyjęcia Izraela w szeregi państw OECD, oraz udane zablokowanie procedury przyjęcia przez ONZ Raportu Goldstone’a (badającego zbrodnie wojenne popełnione podczas izraelskiej ofensywy na Gazę na przełomie 2008-2009 r.). Warszawa rozwija współpracę wojskową i gospodarczą z Izraelem w czasie gdy wiele państw ją ogranicza pod naciskiem międzynarodowej kampanii wzywającej do bojkotu, wycofania inwestycji i sankcji wobec Tel Awiwu.
wiadomości
multimedia
galerie
w innych serwisach WP
Opinie
Ocena: 0 [0]
~rakbyk
[2011-10-01 02:13]
PO stronie dyktatorów
Podobnie w Polsce ryzy Tusk chce być dyktatorem ale jest za głupi z reszta POpaprańców,oszustów,kłamców i morderców
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~Dominos
[2011-02-27 21:48]
Zapomina Pan ze Fundamentalizm...
dazy do zgladzenia niewiernych, czyli nas, i nawet "swiatli arabowie" predzej czy pozniej moga stac sie terrorystami (np zamach na lotnisko w londynie-lekarz czy tam jakis prawnik). W polityce z muzulmanami trzeba korzystac wylacznie z doswiadczenia innych - tzn: tylko systematyczne lanie po mordzie do nich przemawia. W Polsce nie bylo jeszcze zamachu bo nie moga sie wmieszac w tlum jak w anglii, hiszpanii czy USA. Dyktatorzy skutecznie trzymali ich za morde przy ziemi, wiec byli skuteczni. Demokracja w tych krajach wprowadza tam do parlamentu fundamentalistów i terrorystow jak np. wspomniany hamas, czy talibów-podobnie jak kiedys u nas KPN, SDRP, LPR, SLD Samoobrone czy innych skrajnych idio...w. Demokracja ma wady i sprawdza sie gdy jest dojrzala czyli tam gdzie ludzie sa w miare dobrze wyksztalceni i znaja historie a dzieki temu wiedza czym sie moze skonczyc wybor skrajnych krzykaczy-kraje arabskie to w wiekszosci ciemnota wierzaca w 72 dziewice jak sie wysadzá... A poza tym jak Zydzi nie beda mieli swego kraju to znow sie rozpanosza u nas.
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
dr.rd
[2011-02-20 16:38]
Prezydent i rząd zacieśnia stosunki z izraelem.
Od dawna wiadomo że w domu głowa rodziny jest chłop a szyją kobieta , więc widać w jakim kierunku będzie zmierzał prezydent i ministrowie .Izrael nie chce dopuścić do demokracji w ościennych krajach a nasz rząd z prezydentem chwalący się walką o demokracje popierają izrael no,no. Nawet amerykanie tak daleko nie poszli .
odpowiedz