Szukaj wiadomości:

Jak zrobić rewolucję w internecie?

Logo dostawcy
Afganistan.waw.pl | aktualizacja 2011-03-14 (16:40)

drukuj A A A
Zaczęło się od SMS-ów. Potem pojawiły się Facebook i Twitter. Dyktatorzy zaczęli drżeć przed nowymi formami komunikacji. A młodzi ludzie poczuli swoją siłę. Jakub Gajda, specjalista ds. Bliskiego Wschodu opisuje nieznane szczegóły rewolucji, która zaczęła się w internecie.

Rewolucje w Tunezji i Egipcie zaczęły się dzięki mediom społecznościowym. Twitter i Facebook stały się platformami zjednoczenia i wymiany informacji dla społeczeństw trzymanych "pod butem" dyktatury prezydentów - Ben Aliego i Mubaraka. Przebudzenie na Bliskim Wschodzie trwa. Z siłą portali społecznościowych liczą się teraz kolejne reżimy. Czy nadszedł już czas, kiedy globalizujące się społeczeństwa, dzięki internetowi i telefonii komórkowej, będą w stanie wyrwać się spod kontroli państwa? Czy z pomocą Facebooka i Twittera uda się doprowadzić do upadku dyktatorów, którzy przez ostatnie dziesięciolecia kontrolowali każdy ruch i kneblowali usta rodaków?

Na początku był SMS

Polityczna siła mediów społecznościowych, jako instrumentu do obalania głów państw, jest światu znana od ponad dziesięciu lat. Pierwszy przypadek związany jest z Filipinami. 17 stycznia 2001 roku lojaliści w filipińskim kongresie zagłosowali za odrzuceniem kluczowych dowodów obarczających oskarżonego o korupcję prezydenta Josepha Estradę. Po dwóch godzinach od ogłoszenia tej decyzji, tysiące Flipińczyków zgromadziło się na Epifano de Los Santos Avenue w centrum Manili. Protest w dużej części zainspirowany został rozsyłanymi na zasadzie łańcuszka wiadomościami SMS, które zawierały następującą treść: Go 2 EDSA. Wear blk. (Idź na Epifano de Los Santos Avenue. Ubierz się na czarno.).

Taką wiadomość otrzymało ponad siedem milionów Filipińczyków, dzięki czemu tłum protestujących rozrósł się w ciągu dwóch dni do prawie miliona osób. Szybki rozwój wydarzeń przeraził komisję, która zajmowała się dochodzeniem w sprawie prezydenckich malwersacji. Dowody obarczające Estradę zostały dopuszczone, a 20 stycznia prezydent został zmuszony do ustąpienia ze stanowiska. To wydarzenie uznawane jest za precedens jeśli chodzi o kluczową rolę mediów społecznościowych w obaleniu przywódcy państwa. Estrada sam przyznał, że to "smsująca generacja" doprowadziła go do upadku.

Od tamtego czasu telefon komórkowy i internet często zwielokrotniały siłę protestów organizowanych pod każdą szerokością geograficzną. W 2004 roku SMS-y doprowadziły do klęski w wyborach Partię Ludową w Hiszpanii, a niesłusznie oskarżający o madryckie zamachy separatystów z ETA premier Jose Maria Aznar musiał opuścić stanowisko. W 2009 roku komuniści stracili władzę w Mołdowie po demonstracjach, które koordynowane były przez telefony komórkowe, Facebooka i Twittera. Jaką siłę ma to ostatnie narzędzie udowodniły również antyrządowe wystąpienia na Białorusi w 2006 oraz ostatecznie ujarzmiona przez władze "zielona rewolucja" w Iranie w 2009.

Kto nie nadąża, ten odpada…

Świat globalizuje się w błyskawicznym tempie. Wraz z tym procesem rośnie polityczna siła mediów społecznościowych i liczba ich uczestników. Największą siłę mają oczywiście sieci globalne zrzeszające zarówno zwykłych obywateli, jak i rozlicznych aktywistów, organizacje pozarządowe oraz elity rządzące. Co ważne - w największych portalach są obecni przedstawiciele wszystkich zakątków świata. Dzięki temu więcej ludzi dowiaduje się szybciej o swoich poczynaniach, planach i inicjatywach.

Ewolucja społecznej rzeczywistości kontrastuje ze skostniałym porządkiem, który wciąż panuje na szczytach elit rządzących Bliskim Wschodem.

Hosni Mubarak sprawował władzę w Egipcie od 1981 roku, Ben Ali był prezydentem Tunezji od 1987 roku. Saleh rządzi Jemenem od 1978 roku, Baszar as-Assad sprawuje swój urząd w Syrii zaledwie od roku 2000, ale na stanowisku zastąpił rządzącego od 1971 roku zmarłego ojca. W Bahrajne od 1970 roku premierem jest Chalifa Ibn Salman al-Chalifa. Rekordzista - Muammar Kadafi jest głową Libii od 1969 roku. O zmianę proszą się także bliskowschodnie systemy polityczne. Potentat naftowy i bliski sojusznik Stanów Zjednoczonych - Arabia Saudyjska wciąż jest monarchią absolutną… Stagnacja w świecie arabskim nie jest możliwa, gdy reszta globu zmienia się tak szybko.

Narzędzie genialne w swej prostocie

Wael Ghonim niedawno uznany został za jednego z ojców egipskiej "rewolucji bez lidera". Człowiek, który na co dzień był szefem ds. marketingu na Bliskim Wschodzie firmy Google, wieczorami zajmował się przygotowywaniem rewolucji. Ghonim uznał, że idealnym narzędziem do tego jest Facebook. Wystarczy założyć odpowiednią stronę i "odkąd ktoś stanie się jej fanem, wszystko co zostanie na niej opublikowane, natychmiast trafia na jego tablicę. Rząd nie jest w stanie w żaden sposób tego cenzurować, dopóki całkowicie nie zablokuje dostępu do Facebook’a." - Ghonim dzieli się swymi spostrzeżeniami na łamach jednego z amerykańskich tygodników.


oceń
0
0
Podziel się

Więcej na ten temat

wiadomości

galerie

w innych serwisach WP

Opinie

Ocena: 0 [0]
~ka [2011-10-21 18:44]

rewolucja
jeszcze jedna kadencja i PO uznamy za dyktatorów ;p

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~no comments [2011-03-14 21:04]

Na Kubie tez probuja cos wywolac...
"Prokurator generalny Kuby zażąda 20 lat więzienia dla obywatela USA zatrzymanego w 2009 roku pod zarzutem szpiegostwa. Alan Gross oskarżony jest przez reżim o dostarczanie "wyrafinowanego sprzętu telekomunikacyjnego" kubańskiej opozycji. 61 - letni Alan Gross został zatrzymany 3. grudnia 2009 roku na Kubie za rozdawanie komputerów, telefonów komórkowych i innego rodzaj sprzętu komunikacyjnego. Władze w Hawanie uznały to za działalność wspierającą kubańską opozycję oraz szpiegostwo. " http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Kuba-zada-20-lat-wiezienia-dla-szpiega-z-USA,wid,13105325,wiadomosc.html

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Kali [2011-03-14 17:59]

Rewolucjonista KADAFII - Idolem milionów POLAKÓW
Pokazał jak pogonić imperialistów z własnego Kraju.Jak skończy u Siebie z NARKOTYKAMI to Sarkozego Schwyci za Gardło i doleje Mu ROPY.

odpowiedz