Szukaj wiadomości:

Czy Unia Europejska powinna mieć własną armię?

wp.pl | dodane 2010-06-14 (10:47)

drukuj A A A
Hasło europejskiej armii wśród wielu ekspertów i komentatorów życia publicznego wywołuje najczęściej uśmiech politowania. Właśnie dziś jest jednak szczególnie warta rozważenia – pisze na łamach Wirtualnej Polski Dominik Jankowski, ekspert Fundacji Pułaskiego.

Hasło europejskiej armii wśród wielu ekspertów i komentatorów życia publicznego wywołuje najczęściej uśmiech politowania.Realność tej koncepcji na chwilę obecną prezentuje się bowiem niemniej futurologicznie niż hipotetyczna próba przekonania w 1950 roku Niemców i Francuzów, że za niewiele ponad 50 lat będą posługiwali się dokładnie taką samą walutą. Historia lubi jednak zaskakiwać i zataczać szerokie koła, potwierdzając jedynie, iż nierzadko to co jeszcze dziś wydaje się intelektualną mrzonką, za kilka dekad stanie się konkretnym projektem politycznym.

Jak słusznie zauważył kiedyś Tadeusz Mazowiecki historia często przyznaje rację właśnie długofalowym zamysłom. Dlatego chichot historii jest dokładnie tym, czego najbardziej powinni bać się europejscy decydenci. Odgórne skazywanie projektu euroarmii na porażkę zdaje się być przedwczesne. Otoczenie międzynarodowe staje się bowiem coraz bardziej nieprzewidywalne i złożone, przez co kwestie bezpieczeństwa światowego oraz europejskiego nabierają zupełnie innego wymiaru. Tym samym stworzenie wspólnych sił zbrojnych Starego Kontynentu jawi się jako rozwiązanie warte rozważenia.

Unia projektów

Aby zrozumieć dlaczego euroarmia, wbrew pozorom, nie jest skazana na porażkę należy spojrzeć na całą historię integracji europejskiej po II wojnie światowej. Ocena ponad 50 lat misternego budowania konstrukcji europejskiej nie pozostawia złudzeń – Europa stawała się silniejsza tylko dzięki wizjonerskim i odważnym projektom. Pogłębianie procesu integracji następowało niejednokrotnie wbrew woli większości, niejako na przekór obawom niektórych grup polityczno-społecznych. Europejska integracja jest tym samym równoznaczna z wielkimi koncepcjami, których znaczenie widoczne było nierzadko dopiero z perspektywy kilku cyklów wyborczych. Unia Europejska – w swoim dzisiejszym kształcie – jest zatem efektem walki o wizje, które z góry skazywane były na porażkę.

Strefa Schengen, jednolity rynek czy euro, nie wspominając już nawet o Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej czy Europejskiej Wspólnocie Węgla i Stali, to najbardziej konkretne przykłady, które odmieniły przeznaczenie Europy. Właśnie przez taki pryzmat europejscy decydenci powinni także spojrzeć na euroarmię – jako na przedsięwzięcie, które może przyczynić się do odrodzenia Unii Europejskiej i pogłębienia procesów integracyjnych.

Ostatnie dwie dekady to bowiem pogłębiający się proces stagnacji w Europie. Stary Kontynent zatracił wiarę w siebie, zaś dynamicznie zmieniające się otoczenie międzynarodowe coraz częściej zdaje się spychać „europejski sen o potędze” do lamusa. To Stany Zjednoczone i Azja królują dzisiaj na międzynarodowej szachownicy. Robert Krasowski jakiś czas temu podkreślił, że Europa nie wie, jak się rozwijać i jak zmusić do wysiłku swoje narody. Tym samym, aby nie tylko przetrwać, ale przede wszystkim kształtować stosunki międzynarodowe Unia Europejska musi nadal eksploatować swój założycielski pomysł – połączenie sił. Idea jest bowiem prosta: to w jedności siła, kooperacja zaś zwielokrotnia zysk.

Historia lubi się powtarzać?

Koncepcja wspólnej europejskiej armii nie jest pomysłem nowym. Wręcz przeciwnie – była jednym z pierwszych, który pojawił się na początku procesu integracji europejskiej po II wojnie światowej. Wizja Ojców Założycieli (Robert Schuman, Jean Monnet, Konrad Adenauer, Alcide De Gasperi, Paul-Henri Spaak) zakładała bowiem, że nowy model integracyjny zostanie oparty na trzech filarach: ekonomicznym, politycznym i właśnie militarnym. Takie rozłożenie akcentów miało bowiem gwarantować, że powojenna Europa będzie harmonijnie rozwijać się we wszystkich kierunkach. Taka polityka miała zagwarantować niezbędną wielowektorowość działań.

Plan urzeczywistnienia europejskiej armii rozpoczął się od zaproponowania przez premiera Francji René Plevena w 1950 roku, aby także Republika Federalna Niemiec została włączona w europejskiej struktury obronne. Zamiar kontrolowania właśnie tego jednego państwa, przed potencjalnym odrodzeniem się militaryzmu, miał ostatecznie przerodzić się w Europejską Wspólnotę Obronną (EWO).

Zakładano, iż EWO będzie miała charakter jedynie obronny, co miało być poddane kontroli powołanego w tym celu europejskiego ministerstwa obrony. Wspólny minister miał ponadto podlegać Radzie Ministrów, złożonej z przedstawicieli państw sygnatariuszy. Na tym jednak wizjonerstwo tego projektu się nie kończyło. Sama armia europejska miała składać się z około 43 dywizji, co dawałoby w sumie od 430 do 645 tysięcy żołnierzy europejskich, podporządkowanych międzynarodowemu dowództwu. W tej koncepcji armie państwowe, choć istniałyby dalej, traciły jednak częściowo na znaczeniu.

Ciężar odpowiedzialności za Stary Kontynent zostałby przesunięty ze struktur państwowych na ponadnarodowe. Bezpieczeństwo europejskie, gwarantowane w znacznej mierze przez samych Europejczyków, miało się tym samym stać dobrem wspólnym i niepodzielnym. Decyzja francuskiego Zgromadzenia Narodowego z 1954 roku o nieratyfikowaniu układu zamknęła debatę na kilka kolejnych dekad, zaś bezpieczeństwo Europy uzależnione zostało całkowicie od woli politycznej i potencjału wojskowego Stanów Zjednoczonych.

Euroarmia – jak i kiedy?

Jeśli wspólne siły zbrojne Unii Europejskiej miałyby kiedykolwiek powstać, wpierw musiałaby zmienić się gruntownie mentalność europejskich elit. Konstrukcja europejska wymaga bowiem geopolitycznej głębi i zrozumienia, że w dzisiejszym świecie Realpolitik wciąż odgrywa kluczową rolę. Liczy się bowiem przede wszystkim relatywny układ sił – nie zaś bezwzględne korzyści ekonomiczne – kształtowany również przy pomocy instrumentów wojskowych.

Wyobrażenia europejskiej armii są tak rozbieżne, jak i różnorodna jest wizja przyszłości stosunków międzynarodowych. Wersja minimalistyczna zakładałaby jedynie modyfikację grup bojowych, wersja maksymalistyczna – do której należy dążyć – stworzenie europejskiej armii z prawdziwego zdarzenia. W tym miejscu należy jednak rozważyć dwa kluczowe zagadnienia. Po pierwsze, komu powstała armia miałaby być podporządkowana. Po drugie, jaki zakres działań i odpowiedzialności miałaby na siebie wziąć.

Na tegorocznej monachijskiej konferencji bezpieczeństwa temat europejskiej armii wrócił ponownie w przemówieniu ministra spraw zagranicznych RFN Guido Westerwelle. Zaproponował on rozwiązanie najbardziej skrajne – podporządkowanie europejskiej armii Parlamentowi Europejskiemu, instytucji najbardziej proeuropejskiej. Europejska armia potrzebuje bowiem przede wszystkim legitymizacji społecznej, a ta może zostać uzyskana tylko poprzez instytucję wybieraną w wyborach powszechnych. Oczywiście zarówno Komisja Europejska, jak i Rada Europejska miałyby w kwestiach unijnych sił zbrojnych swoje uprawnienia kontrolno-weryfikacyjne – inaczej nie zostałaby zachowana niezbędna równowaga instytucjonalna.

Wejście w życie Traktatu z Lizbony, który w artykule 42 przewiduje możliwość stworzenia wspólnej obrony, rozszerzyło też potencjalny zakres działań w ramach Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony. Tym tropem powinna też podążać europejska armia w przyszłości. Rozszerzona lista zadań obejmujących misje pokojowe, akcje ratunkowe i humanitarne czy szeroki wachlarz operacji zarządzania kryzysowego (tzw. misje petersburskie) może stanowić doskonały punkt wyjścia do rozważań na temat zakresu działań euroarmii. Misje te bowiem cechuje cenna próba koncepcyjnego połączenia „miękkiej” i „twardej” siły – szczególnie ważna przy rosnącym znaczeniu współpracy cywilno-wojskowej.

Razem, czyli osobno

Budowanie europejskich sił zbrojnych będzie napotykać na swojej drodze liczne przeszkody. Istnieją trzy główne utrudnienia w realizacji militarnej integracji państw europejskich. Po pierwsze, w stosunkach międzynarodowych wciąż dominuje paradygmat państwa narodowego. W takich ramach zaś armia narodowa jest jednym z najważniejszych wyznaczników suwerenności państwowej. Istnienie euroarmii, choć nie oznaczałoby rozwiązania armii narodowych, ograniczyłoby z pewnością częściowo ich znaczenie. Na to – przynajmniej na razie – wiele państw nie jest jeszcze gotowych. Po drugie, pojawią się z pewnością zarzuty, iż stworzenie euroarmii tak naprawdę ma na celu wzmocnienie europejskiego modelu federacyjnego.

Po trzecie, Europa zdaje się po prostu nie chcieć odgrywać roli globalnego aktora i lidera. Jak słusznie zauważył niedawno laureat Nagrody Nobla ekonomista Andrew Michael Spence najbardziej niepokojącym zjawiskiem we współczesnej Europie jest jej permanentny sceptycyzm wobec długofalowych projektów integracyjnych, mogących przyczynić się do fundamentalnego wzmocnienia całej konstrukcji europejskiej. Droga do zbudowania euroarmii będzie tym samym długa i wyboista. Jednakże powstanie wspólnych sił zbrojnych Starego Kontynentu może odmienić jego przeznaczenie i przełamać niemoc Europy na arenie międzynarodowej.

Dominik Jankowski, specjalnie dla Wirtualnej Polski

Dominik Jankowski – redaktor naczelny „Komentarza Międzynarodowego Pułaskiego” Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego, ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego Zespołu Analiz Fundacji Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego „Amicus Europae”. Członek redakcji kwartalnika „Sprawy Polityczne” oraz publicysta współpracujący m. in. z „Polską Zbrojną” czy „Nową Europą Wschodnią”. Specjalizuje się w problematyce bezpieczeństwa międzynarodowego, polityki zagranicznej UE oraz geopolityki światowej.

Czytaj więcej na stronie Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego

oceń
3
1
Podziel się

Więcej na ten temat

wiadomości

galerie

w innych serwisach WP

Opinie

Ocena: -1 [1]
~wolny czlowiek [2010-06-20 19:14]

zgadzam sie calkowicie z przedmowcami...
NIE dla wspolnej armi!Co nastempna rzecza wspolne mikroczipowanie?!NIE dla uni europejskiej ten moloch i twor eurokomunizmu musi upasc!WOLNOSC !!!

odpowiedz

Ocena: +1 [1]
~Maciek [2010-06-14 15:54]

TAK DLA WSPÓLNEJ ARMII!
Obecnie Polska jest bezbronna. Gdybyśmy wspólnie z Europą stworzyli armię podejrzewam, że byłaby ona równie potężna jak amerykańska, a może nawet i silniejsza. Jeśli mamy się integrować to w całości! Nie może być tak, że w jednych sektorach jest integracja, a w innych nie!

odpowiedz

pokaż 2 ukryte odpowiedzi

Ocena: -1 [1]
~Haha [2010-06-14 15:19]

3xNIE
Współpraca gospodarcza, pięknie. Jedna armia? Widać europejscy politycy nie przewidują, że ten piękny twór jak wszystko kiedyś upadnie i wtedy będzie niezły problem. Nie! Zostawcie tą Polske chociaż na polu militarnym suwerenną. Jest NATO, można unowocześnić ten pakt! Jeszcze raz NIE dla wspólnej armii. Już sie zamieszek boja?

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: -1 [1]
~xmen [2010-06-14 12:46]

Komuna po tuningu
będzie komu tłumić zamieszki

odpowiedz