Szukaj wiadomości:

Zapatyści już niemodni, ale wciąż żywi

Logo dostawcy
Le Monde diplomatique - edycja polska | dodane 2009-10-20 (15:03)

drukuj A A A
"Jesteś na rebelianckim terytorium zapatystów. Tutaj lud wydaje rozkazy, a rząd je wypełnia". Nadwyrężona przez czas i przeżarta rdzą, wielka blaszana tablica na granicy strefy opanowanej przez powstańców jest nadal doskonale widoczna. W Ovenic, w Chiapas "faktyczna autonomia" istnieje od piętnastu lat. I jest utrzymywana z jeszcze większą determinacją od początku XXI wieku, odkąd zapatyści zaczęli stopniowo koncentrować się na kwestiach lokalnych, wyciągając gorzkie wnioski ze swojego marszu na Meksyk w 2001 roku.

Wspierani przez ponad milion sympatyków zmobilizowanych w centrum miasta, przyszli wówczas domagać się - na próżno - reformy konstytucyjnej, jaką obiecywało porozumienie z rządem podpisane w San Andres 16 lutego 1996 roku.

Okres wycofania, który potem nastąpił, początkowo mało zrozumiały dla "zapatyzujacych" Meksyku, Ameryki i Europy, zinterpretowano następnie jako definitywne wyrzeczenie się dążenia do zmian na drodze oficjalnej, instytucjonalnej polityki. A przecież próba zbudowania "innego świata" właśnie tam, gdzie dyskryminacja i spychanie ich na margines społeczeństwa popchnęły tysiące indiańskich wieśniaków do zbrojnego powstania 1 stycznia 1994 roku, stanowiła de facto istotę tej bezprecedensowej rebelii.

W roku 2003 czterdziestkę zapatystowskich municypiów podzielono na piec caracoles (autonomicznych regionów): Oventic, Morelia, La Garrucha, Roberto Barrios i La Realidad. Stworzono tyleż Rad Dobrych Rządów (juntas de buen gobierno), by utrzymywały w nich porządek. Delegaci wspólnot, mężczyźni i kobiety, po kolei na tydzień lub dwa podejmują obowiązki zarządzających, zapewniając radzie kolektywne, horyzontalne i rotatywne funkcjonowanie. To, zdaniem wicekomendanta Marcosa, stałego rzecznika ruchu i głównego dowódcy Zapatystowskiej Armii Wyzwolenia Narodowego (EZLN), najlepszy sposób na unikniecie pułapek władzy, takich jak korupcja i utrata zrozumienia dla codziennych trosk rządzonych... czy rządzącym się to udaje?

Codzienne problemy terytoriów wyzwolonych

Jeśli autonomiczne municypia nie stały się rajem na ziemi, wskaźniki absencji szkolnej, niedożywienia i śmiertelności niemowląt - przed rokiem 1994 najwyższe w całym kraju - stopniowo spadają. Ścisłe egzekwowanie "suchego prawa" (ley seca), którego wprowadzenia żądał kobiecy składnik ruchu z 1993 roku, powstrzymało plagę alkoholizmu i towarzyszącej mu przemocy domowej i złego traktowania kobiet.

W dziedzinie wymiaru sprawiedliwości odwoływanie się do zwyczaju - choćby wyzwolonego z tradycyjnego kacykizmu - niesie ze sobą pewne ryzyko, sankcjonując złożoną sytuację "prawnego pluralizmu". Antropolog Mariana Mora tłumaczy jednak, ze obecnie w caracolu Morelia zarówno indiańscy i mieszani zapatyści, jak i pozostali, z problemami dotyczącymi ziemi, kradzieży czy rozwodów "wolą zwracać się do instancji autonomii niż do instytucji państwowych". W przekonaniu, że te pierwsze są "sprawiedliwsze” i "skuteczniejsze”.

Kwestie gospodarcze są naturalnie bardziej problematyczne. W autonomicznych wspólnotach klientelizm i uzależnienie od opieki społecznej, wyrugowane do 2003 roku, zastąpiła zależność innego rodzaju, w stosunku do solidarności pozarządowej, wewnętrznej i międzynarodowej. Choć z pewnością bardziej odpowiada priorytetom i dynamice ruchu, nie pozwala ona zerwać ze schematem życia na łasce innych. Poza tym wiejskie regiony Chiapas nadal ponoszą koszty włączenia, na co najmniej niekorzystnych warunkach, w krajową i światową gospodarkę kapitalistyczną. Świadczy o tym skala emigracji, wcale nie mniejsza w zbuntowanych wspólnotach. Czy jest zapatystą, czy też nie, Indianin z Chiapas wie, że w Cancun (Meksyku), w Stanach Zjednoczonych czy gdziekolwiek indziej, w budownictwie czy w jakimkolwiek innym sektorze łatwiej mu będzie zarobić na życie niż na skrawku ziemi, gdzie uprawia kukurydzę, która przestała się opłacać, odkąd Północnoamerykańskie Porozumienie o Wolnym Handlu (NAFTA) otworzyło w 1994 roku drogę nadużyciom amerykańskiego agroprzemysłu.

Komercjalizacja Chiapas pod lufami karabinów

Chiapas, bogate w surowce naturalne, pozostaje bez wątpienia ziemią inwestycji, ale, w swoich obecnych formach, czy są to inwestycje w rolnictwo, przemysł naftowy, gazowy, drzewny czy górniczy, przynoszą one zyski przede wszystkim kapitałom amerykańskim, kolumbijskim, czy hiszpańskim. Skrajnym - bo najbardziej widocznym - przykładem tej grabieżczej polityki jest organizacja lokalnego rynku turystycznego. "Malowniczość Indian” stanu Chiapas, "tajemniczość” jego prekolumbijskich ruin, "bujność jego nietkniętej przyrody” uczyniły zeń wymarzony cel turystów szukających odmienności kulturowej w wersji soft, łatwego kontaktu z ludzką i krajobrazową egzotyką... Tymczasem głównymi beneficjentami ich napływu pozostaje kilka transnarodowych biur podróży z ich "ekoturystyczną formułą wszystko w jednym”, a nie potomkowie Majów, z których 70% choruje z powodu niedożywienia... W tym kontekście skromna dodatkowa opłata, którą zapatyści "najzupełniej nielegalnie” pobiegają na przejściu do wodospadów Agua Azul od tych, którzy przyjeżdżają się nimi pozachwycać, jawi się raczej jako symboliczny wyraz uprawnionej woli odzyskania kontroli nad bogactwami kraju niż jako pierwszy krok ku mało prawdopodobnemu odwróceniu obecnej tendencji do stopniowej ich utraty.


oceń
1
0
Podziel się

Więcej na ten temat

wiadomości

multimedia

w innych serwisach WP

Opinie

Ocena: 0 [0]
~Głąb [2009-10-22 12:08]

Czeka nas
podobnie zardzewiała tablica z napisem "Polska" i podobne marsze do Brukseli? Faktycznej stolicy - po podpisie złożonym 10 października?

odpowiedz