Senat USA odmówił prezydentowi Barackowi Obamie uchwalenia funduszy na koszty zamknięcia więzienia dla podejrzanych o terroryzm w bazie amerykańskiej Guantanamo na
Kubie, domagając się przedstawienia realnego planu ich przeniesienia gdzie indziej.
Rząd zwrócił się do Kongresu o wyasygnowane 80 milionów dolarów -
stosunkowo drobnej kwoty w budżecie. Wydatek miał być uchwalony w
ramach ustawy o dodatkowych funduszach na operacje w Iraku i
Afganistanie.
Jednak obie izby odmówiły umieszczenia tych funduszy w ustawie, i
to mimo posiadania większości przez Demokratów. Izba
Reprezentantów uczyniła to w zeszłym tygodniu.
Stawia to w trudnej sytuacji prezydenta, który zaraz po objęciu
urzędu w styczniu obiecał zamknięcie Guantanamo do końca roku.
Więzienie, w którym bezterminowo przetrzymuje się 240 więźniów,
jest krytykowane przez obrońców praw człowieka, środowiska
liberalno-lewicowe w USA i znaczną część opinii międzynarodowej.
Głównym powodem zablokowania funduszy jest opór w USA przeciwko
umieszczeniu terrorystów z Guantanamo w lokalnych więzieniach w
kraju. Członkowie Kongresu z obu partii znajdują się pod naciskiem
wyborców, którzy protestują przeciw takiemu rozwiązaniu, m.in. z
obawy, że więzienia na ich terenie staną się celem ataków
terrorystycznych.
Przeciw zamknięciu Guantanamo stanowczo występują Republikanie.
Jednak nawet demokratyczny przywódca większości w Senacie Harry
Reid powiedział, że Demokraci "w żadnych okolicznościach nie
zgodzą się, by terrorystów wypuszczono na teren USA".
Administracja Obamy rozważa wysłanie części więźniów z Guantanamo
do krajów ich pochodzenia. Chodzi tu jednak na ogół o kraje
arabskie. Zachodzi więc obawa, że albo w tamtejszych więzieniach
mogą być poddawani torturom, albo ponownie podejmą działalność
terrorystyczną, jeśli zostaną wypuszczeni na wolność.
Część więźniów zamierza się wysłać do krajów europejskich. Jednak
tylko niektóre państwa zgodziły się przyjąć pojedynczych więźniów.