Logo dostawcy Polscy saperzy w Afganistanie - "poszukiwacze wąsów"

Polska Zbrojna | dodane 2011-03-29 (14:48) 3 lata 3 miesiące 24 dni 13 godzin i 18 minut temu | 2 opinie
 
(fot. Polska Zbrojna / Krzysztof Kowalczyk)
W Afganistanie od ich pracy zależy życie innych żołnierzy, bo miny pułapki to najgroźniejsza broń talibów. Dlatego saperzy w tym kraju giną najczęściej.

Już zmierzchało. Pluton był na rutynowym patrolu we wsi, by porozmawiać z mieszkańcami. Żołnierze czekali do zmroku i dopiero wtedy wrócili do bazy w Ghazni. Tak było bezpieczniej. W Rosomakach i MRAP-ach dzięki noktowizji zyskują przewagę nad rebeliantami, którzy w nocy tracą szanse na skuteczny atak.

- Nie pojedziemy główną, szutrową drogą. Skręcimy na równoległą, boczną, jakieś 100 metrów dalej, bo wóz przed nami, który jechał z wioski Zargar, na skrzyżowaniu nie skręcił w prawo, co byłoby logiczne, lecz w lewo. Nadłożył zatem drogi, co oznacza, że miał ku temu powód - mówi chorąży Janusz Długaszek. - W takim razie my też zrobimy tak jak oni - decyduje dowódca plutonu podporucznik Szymon Gmerek. Obaj rozmawiają na stoku niewielkiego wzgórza, w pobliżu wioski Qalati w prowincji Ghazni, gdzie stacjonują polskie oddziały. Właśnie w okolicach Qalati pod koniec VII zmiany polscy żołnierze zostali zaatakowani - podłożono IED. - Ten budynek z zielonymi drzwiami, czterysta metrów od nas, to trigger line, punkt do namierzenia wozu. Jak jeden z naszych pojazdów zasłonił drzwi, talibowie wysadzili zakopaną wcześniej minę. Drugi ładunek był ukryty trochę dalej, w korycie rzeki - wskazuje Szymon Gmerek. Trudno w to uwierzyć, gdy patrzy się na powoli przygotowującą się do snu wioskę, dzieci bawiące się jeszcze gdzieniegdzie przed glinianymi domkami. „Może byśmy tędy i przejechali, tylko nie wiadomo, czy byłoby to bezpieczne”.

W roli taliba

Od zapewnienia bezpieczeństwa w takich przypadkach jest właśnie saper. To on powinien przewidzieć, a w zasadzie wyczuć, że przejazd obok domu z widocznymi z daleka zielonymi drzwiami może być niebezpieczny. Tylko skąd ma to wiedzieć? - Pewności, że jest bezpiecznie, nie masz nigdy. Dlatego dla mnie słowo sapera to rzecz święta - przyznaje Gmerek. "Na patrolu musimy myśleć jak talibowie, żeby przewidzieć, gdzie podłożyli ładunek. Kluczem do sukcesu jest intuicja, przeczucie, że tu może być coś groźnego".

To dlatego na posterunku obserwacyjnym chorąży Janusz Długaszek patrzył, jak i jakimi drogami jeżdżą tubylcy. Oni na ogół dobrze wiedzą, gdzie rebelianci kopali doły pod ładunki wybuchowe. Jeśli jadą jakąś drogą, to przeważnie znaczy, że jest ona bezpieczna. "Tu ludzie wiedzą wszystko. Talibowie pewnie też już wiedzą, że byliśmy w wiosce. Dlatego zawsze staramy się wracać inną trasą, niż przyjechaliśmy. Podłączenie kabla do ładunku zajmuje chwilę, a my w wiosce byliśmy kilka godzin".

Szacuje się, że w Afganistanie wciąż tkwi w ziemi około 12 milionów min różnego rodzaju, głównie po interwencji sowieckiej. W centrum operacyjnym saperów wisi mapa okolic miasta Ghazni, gęsto zakreślona czerwonymi kwadratami - to pola minowe. - Nawet w amerykańskiej bazie Bagram są wciąż aktywne takie miejsca, bo baza się rozrasta szybciej, niż amerykańscy saperzy je neutralizują. W naszej prowincji Ghazni tylko tych, o których wiemy, jest pewnie ze sto. Cześć jest rozkopana przez rebeliantów, którzy później stosują miny przeciwko wojskom koalicji - mówi kapitan Jacek Prokop, dowódca grupy inżynieryjnej. Ale zaraz dodaje, że to nie poradzieckie miny są najgroźniejsze dla żołnierzy, ale "ajdiki", improwizowane ładunki wybuchowe (z ang. IED - konflikty.wp.pl).

Do skonstruowania ich mogą posłużyć całe miny, pociski moździerzowe i artyleryjskie bądź wydobyty z nich trotyl. Niewybuchy talibowie zdobywają jednak z coraz większym trudem, dlatego do wyrobu ajdików najczęściej stosują saletrę amonową, która wymieszana z paliwem lub sproszkowanym aluminium tworzy mieszankę nazywaną przez żołnierzy "srebrzanką", o sile wybuchu niemal tak dużej jak trotyl.

W pierwszym pojeździe

W wydanym przez MON "Informatorze o minach pułapkach i ładunkach niebezpiecznych", który dostaje każdy żołnierz ruszający na afgańską misję, o improwizowanych ładunkach wybuchowych napisano niewiele, a słowo "srebrzanka" w ogóle nie pada w tekście. W Afganistanie jednak zna je każdy żołnierz. Saletra amonowa jest tu nielegalnym sztucznym nawozem, którego stosowania i posiadania zakazał prezydent Hamid Karzaj jeszcze w 2010 roku. W przypadku wykrycia żołnierze ją rekwirują. Mimo tego zakazu w Afganistanie jest to najczęściej stosowana substancja do domowego wyrobu min, pozyskiwana głównie z przemytu na dużą skalę. Świadczy o tym liczba i wielkość podkładanych ajdików.

- Na pierwszej zmianie ładunki były znacznie mniejsze. Jeśli ważyły 20 kilogramów, to uchodziły za duże. Teraz talibowie podkładają ajdiki osiemdziesięcio, a nawet stukilogramowe - przyznaje podporucznik Przemysław Pakies, dowódca plutonu rozminowania. - Siła wybuchu ładunku o wadze kilkudziesięciu kilogramów podrzuca do góry lub przewraca ponad 20-tonowego Rosomaka. Największy ajdik, na jaki tu natrafiliśmy, miał 120 kilogramów - dodaje major Sławomir Osmelak, szef sekcji wojsk inżynieryjnych. Zniszczył pancerny wóz całkowicie, ale ludzie przeżyli.

Ze względu na swoją odporność wozy bojowe, którymi jeżdżą Polacy, budzą zaufanie, co podkreślają sami żołnierze – większość z siedzących w środku odnosi niewielkie rany i potłuczenia po najechaniu pojazdu na minę. Ale nie zawsze. 22 stycznia 2011 roku pod Rosomakiem wybuchł ładunek oceniany przez żołnierzy na około 50 kilogramów. „Zadziałał jak fontanna, uderzył centralnie w podwozie i przebił się przez pancerz”, opowiadają ci, którzy w nim jechali. Zginęło dwóch ich kolegów służących w bazie Qarabagh: żandarm, starszy szeregowy Marcin Pastusiak, i Marcin Knap, cywilny ratownik pracujący dla wojska.

Liczba podkładanych improwizowanych ładunków też jest niemała. Tych, które nie wybuchły, bo zostały wykryte przez saperów, w listopadzie 2010 roku było 45, i to tylko w prowincji Ghazni. W grudniu znaleziono 33. - Można powiedzieć, że średnio znajdujemy jeden ładunek dziennie - szacuje Osmelak.

Saperzy w Afganistanie są na każdym patrolu. To oni jadą w pierwszym wozie, by sprawdzać teren. Gdy zauważą coś niepokojącego - może to być samotne drzewo, kamień przy drodze, rozkopana ziemia - zatrzymują całą kolumnę. Wóz saperski staje w takiej odległości, by podejrzane miejsce było w zasięgu montowanych na dachu systemów zagłuszania fal radiowych. Po to, żeby zmniejszyć niebezpieczeństwo zdetonowania ładunku przez radio, gdy saper będzie już w polu jego rażenia. - Największym zagrożeniem są drut i nacisk, bo pod parasolem zagłuszarek jesteśmy bezpieczni - przyznaje chorąży Długaszek. "Chyba że radio ma wąsy".

"Drut" i "nacisk" to saperskie określenia sposobów detonowania ładunków - za pomocą impulsu elektrycznego przesłanego kablem, który jest zakopany pod ziemią, albo przez stanięcie lub najechanie na minę. "Wąsy" to antena od radiowego detonatora, wyprowadzona poza zasięg urządzeń zagłuszających impulsy radiowe. Do jej budowy także stosuje się długie kable, prowadzone pod ziemią i przywiązane na przykład do kamieni czy znaków drogowych.

Talibowie coraz częściej stosują skomplikowane pułapki na saperów. Mogą to być ładunki przeciwpancerne połączone z kilkoma przeciwpiechotnymi. Wykrycie w porę tego głównego nie zapewnia jeszcze saperowi bezpieczeństwa. Przeciwnie, sam ładunek może być atrapą, by wciągnąć go w pułapkę. Dlatego, zanim podejdzie do podejrzanego miejsca, najpierw dokładnie je obejrzy z daleka i jeśli będzie potrzeba, wyśle tam sterowanego przez siebie robota. Później sam ostrożnie pochyli się nad rozkopaną ziemią. Do sprawdzenia, co jest pod nią, używa się wykrywaczy metali. Jednak nie zawsze są one skuteczne, bo w Afganistanie ziemia zawiera dużo minerałów. Dlatego często lepsze jest najprostsze narzędzie - nóż bojowy wzór 55, bo taki mają polscy saperzy. - Nim bawimy się w archeologów - żartują. Saper zawsze wbija go pod kątem ostrym, żeby nie uruchomić zapalnika naciskowego. Dopiero jak poczuje opór, rozgarnia ziemię.

Complex attaca

W polskiej sekcji wojsk inżynieryjnych w Ghazni są dwa plutony: inżynieryjny i rozminowania. Ich trzon stanowią żołnierze 5 Batalionu Saperów z Krosna Odrzańskiego, a także kompania z 10 Brygady Kawalerii Pancernej ze Świętoszowa. Służą też żołnierze z innych jednostek. W sumie w sekcji jest około 40 osób, z czego 25 w plutonie rozminowania. Pluton inżynieryjny pracuje przede wszystkim w bazie, gdzie prowadzi prace fortyfikacyjne. Żołnierze z plutonu rozminowania są podzieleni na osiem sekcji po trzy osoby: dowódca, kierowca i saper. Taka liczba sekcji wystarcza do obsługi grup bojowych, do których zawsze włączane są wozy saperskie. Jeżdżą między innymi w amerykańskich minoodpornych Cougarach, bo w nich widoczność jest dużo lepsza niż w polskich Rosomakach.

Polacy nie mają tak wyspecjalizowanych pojazdów do rozminowywania jak Amerykanie. Poza jednym - do naciskowego detonowania min, potocznie nazywanym rolkami. Docelowo chcemy mieć dziesięć takich zestawów i takie zapotrzebowanie zgłosiliśmy stronie amerykańskiej. Saperzy ochraniają patrol i jadą w pierwszym pojeździe. Gdy muszą z niego wysiąść, chronią ich żołnierze. - Bez ubezpieczenia nie moglibyśmy wykonać roboty - zapewnia chorąży Długaszek. "Tak jak żołnierze ufają nam, tak my ufamy im. Wiemy, że gdy grzebiemy w ziemi, oni obserwują teren wokół, zawsze gotowi do strzału”.

Talibowie też to wiedzą i stosują taktykę ostrzału kolumny pojazdów: „Mogą wymusić ostrzałem, byśmy nie kontrolowali drogi. Bo jak do ciebie strzelają, to nie masz czasu na dłubanie w ziemi bagnetem i możesz najechać na minę. To jest complex attack, wymuszający najechanie na minę. Często się zdarza”.

Psia pomoc

Żołnierze z patrolu wspierają saperów w wyszukiwaniu min pułapek. Szukają wąsów. - Tak, wąsy są nasze - przyznaje ze śmiechem Gmerek. "Gdy teren jest podejrzany, wychodzimy z pojazdów, idziemy szeroko rozstawieni wzdłuż drogi i sprawdzamy, czy nie ma jakichś drutów idących w jej kierunku". Żołnierze, gdy jest potrzeba, są też przydzielani do pomocy saperom.

By zmniejszyć liczbę podkładanych ładunków, w wyszukiwaniu magazynów saletry amonowej i innych substancji wybuchowych saperów wspierają specjalnie wyszkolone psy. Wojska koalicji znajdowały zakopane głęboko pod ziemią całe kontenery wypełnione tonami materiałów służących talibom do walki. Do środka można było dostać się tylko przez niewielki ukryty otwór. W takich przypadkach człowiek jest bezradny. Dlatego sekcja inżynieryjna ma dwa psy przewodniki. Są to owczarki niemieckie lub labradory. Kapitan Jacek Prokop twierdzi, że pies musi być obyty z takimi materiałami: "W Polsce są szkolone pod kątem trzech rodzajów materiałów wybuchowych, na przykład trotylu, plastiku i C4, a tutaj muszą rozpoznawać związki chemiczne saletry amonowej z innymi substancjami. Z każdego ładunku, który znajdziemy, dostajemy próbkę; później służy ona do szkolenia”.

Talibowie stosują coraz bardziej wymyślne metody odpalania ładunków. Nie tylko zakopują je pół roku lub rok przed planowaną zasadzką, lecz także łączą detonatory elektryczne z radiowymi i naciskowymi. Te ostatnie mogą być uruchamiane dopiero za kolejnym naciśnięciem, żeby razić dalsze wozy w kolumnie. Często stosują metodę, którą Polacy nazwali deską afgańską. Polega na tym, że detonator jest w innym miejscu niż ładunek. Najechanie na niego kołem może wywołać eksplozję pod środkową częścią pojazdu, tam gdzie siedzą żołnierze desantu.

- Mój pierwszy wyjazd to także pierwszy ajdik. Zobaczyliśmy go przypadkiem, bo była burza i deszcz wypłukał spod piachu lont detonujący. To była chińska mina przeciwpiechotna typ 72, do której przywiązano kamień i lont. Do tego rura z ładunkiem sześć-siedem metrów od przepustu. Gdyby saper zaczął rozbrajać minę, to dostałby odłamkami - wspomina Długaszek. Podobnych historii może wymieniać bez liku, bo w Afganistanie wcześniej był na IV i VI zmianie: "Kiedy moi koledzy zaczęli odkopywać ajdika, to 20 metrów za nimi wybuchł drugi. Tym razem mieli szczęście, otrzepali się z kurzu i poszli. Ale talibowie wiedzą, co robią. Ciągle się uczą i udoskonalają pułapki".

Zawodna intuicja

Improwizowane ładunki rozbrajają i podejmują Amerykanie - Polacy tylko rozpoznają teren. Nasi sojusznicy mają specjalne pododdziały i sprzęt. RCP (Road Clearance Patrol) oczyszczają drogi, a EOD (Explosive Ordnance Disposal) zajmują się usuwaniem ładunków wybuchowych. W ich dyspozycji są różne pojazdy wyglądem przypominające wozy z filmów science fiction, w tym georadary, które skanują strukturę ziemi w poszukiwaniu zakopanych min. Ale to nie jest jedyne zadanie tych żołnierzy. - Amerykanie dokumentują znalezione ładunki wybuchowe, ich wagę, konstrukcję, materiały, z którego są wykonane, zbierają z nich nawet odciski palców. Dane trafiają później do wszystkich wojsk koalicji, także do nas. Żebyśmy wiedzieli, czego się spodziewać - wyjaśnia porucznik Przemysław Pakies. - Liczba ładunków wykrywanych przez nas i przez Amerykanów jest podobna - ocenia major Osmelak. "Bo choć oni mają specjalistyczny sprzęt, to mogą na naszą prowincję wystawić tylko pięć patroli rozminowania. My wystawiamy znacznie więcej zwykłych patroli, w których zawsze są saperzy. Skuteczność ich sprzętu też jest ograniczona. Skanowanie ziemi nic nie da, jeśli mina będzie ukryta głęboko. Technika tu niewiele pomoże".

Saperzy mówią o swojej pracy, że jest równie niebezpieczna jak ta, którą wykonują w Afganistanie inni żołnierze. Przyznają też, że gdy zawiedzie intuicja i nie wykryją w porę zastawionej przez talibów pułapki minowej, żołnierze mają do nich żal. Można to zrozumieć, tym bardziej gdy po takim ataku są ofiary. Ale trzeba też pamiętać, że to właśnie saperzy na misji giną najczęściej.

Krzysztof Kowalczyk "Polska Zbrojna"

Polub konflikty.wp.pl na Facebooku

oceń
tak 0 50%
nie 0 50%

Opinie (2)

Pozostało znaków: 4000

REGULAMIN

0
0
T.R.S. 2011-03-31 (08:08) 3 lata 3 miesiące 22 dni 19 godzin i 58 minut temu

wycofac Polskich Zołnierzy z tej wojny
j/w

odpowiedz

0
0
~fdf 2011-03-30 (15:51) 3 lata 3 miesiące 23 dni 12 godzin i 15 minut temu

Wspolczuje Talibom - zadnych(marne) szans, marna technika
i technologia, duze straty w ludziach, do tego czasem morderstwa na zwyklych cywilach dokonywane przez okupantow. Ale coz - to wojna wynikajaca z braku zrozumienia. Mam nadzieje, ze nasi drodzy w utrzymaniu zolnierze nie beda bawic sie w Nangar Khel tylko ochraniac cywilow przed ich mordercami (czy to pod flaga talibow czy amerykanow czy ich sojusznikow)...

odpowiedz