Szukaj wiadomości:

DR Konga: Wojna złych ludzi

Logo dostawcy
Przekrój | dodane 2009-01-12 (09:04)

drukuj A A A
Historia Konga to ciągła wojna o wolność i demokrację. Wojna totalna, w której zginęły miliony ludzi. Trzeba odrzucić wszelką logikę, żeby to zrozumieć - pisze w sytczniowym "Przekroju" Rafał Kostrzyński.

Ludobójstwo w Rwandzie, w Darfurze, wojny w Afganistanie, Iraku czy na Bałkanach – tak szeroko opisane w mediach – bledną w porównaniu z tym, co dzieje się w Demokratycznej Republice Konga. Gdy 25 października 2008 roku w prowincji Północne Kiwu na wschodzie kraju rebelianci generała Laurenta Nkundy zaatakowali wojska rządowe, Kongo na chwilę znalazło się w centrum uwagi. Ale dziś najbardziej krwawej wojnie po 1945 roku znów towarzyszy milcząca bezradność przerywana nieudolnymi rozmowami pokojowymi, z góry skazanymi na niepowodzenie. Kongo jeszcze długo będzie piekłem na ziemi. Piekłem, w którym wszyscy chcą dobrze.

Krótkie dzieje absurdu

Pierwszym, który chciał dla Konga dobrze, był król Belgii Leopold II. Dopiero odkrytą krainę w samym sercu Afryki postanowił przejąć na własność, skolonizować i wywieźć z niej, ile się da. W tym miejscu zaczyna się historia absurdu. Podbite przez siebie włości król nazwał Wolnym Państwem Konga. W latach 1877–1908 wymordowano tam nawet 20 milionów ludzi, co urosło do rangi największego wówczas politycznego skandalu i Leopold II został zmuszony do oddania swojego folwarku. Jego nowym właścicielem nie stał się jednak lud Konga, lecz rząd w Brukseli. Kongo z „wolnego państwa” przeistoczyło się w Kongo Belgijskie. Nie miało ono nic wspólnego z demokracją, ale mieszkańcy odczuli wyraźną poprawę. Zaczęła się wykształcać kongijska klasa polityczna, a wraz z nią – dojrzewać idea wybicia się na niepodległość.

Kongo otrzymało ją 30 czerwca 1960 roku i zmieniło nazwę na Demokratyczną Republikę Konga, choć nie była to ani republika, ani tym bardziej republika demokratyczna. Niecałe dwa tygodnie później DRK zaczęła się rozpadać (najpierw niezależność ogłosiła prowincja Katanga, a potem Południowe Kasai). 5 września 1960 roku prezydent Joseph Kasa-Vubu ogłosił dymisję premiera Patrice’a Lumumby, a ten odwdzięczył mu się tym samym. Pogodził ich szef armii generał Joseph Mobutu, odsuwając obu od władzy. Lumumba został zamknięty w areszcie, więc niewiele mógł zrobić, ale wicepremier w jego gabinecie powołał alternatywny rząd w Stanleyville. W ten sposób zaledwie trzy miesiące po uzyskaniu niepodległości w Kongu działały cztery ośrodki władzy: Mobutu (popierany przez USA), zwolennicy Lumumby (ZSRR i Egipt) oraz separatyści w Katandze (Belgia). Rezultatem tej międzypartyjnej i międzynarodowej próby sił był sześcioletni konflikt o skomplikowanej strukturze – walka wyzwoleńcza mieszała się z wojną secesyjną, wojną o dostęp do zasobów naturalnych Konga oraz zimną wojną między USA i ZSRR.

W 1965 roku, gdy Mobutu przejmował władzę z rąk Kasa-Vubu, było już sto tysięcy ofiar śmiertelnych. Generał, który (w co święcie wierzyła CIA) miał zaprowadzić w kraju kapitalizm, stał się najdłużej panującym i najbardziej skorumpowanym komunistycznym dyktatorem Afryki. Zaprowadził kult jednostki, zdelegalizował wszystkie organizacje polityczne i likwidował opozycjonistów. W 1971 roku zdecydował, że nazwa Demokratyczna Republika Konga źle się kojarzy, więc zmienił ją na Zair. Zair kojarzył się jeszcze gorzej, ale i tak aż do początku lat 90. Mobutu miał poparcie Zachodu. Sytuację zmienił dopiero koniec zimnej wojny. Sojusznicy zniknęli, a generałem zaczął się interesować międzynarodowy wymiar sprawiedliwości.

Komunistę obalił jeszcze bardziej zapiekły komunista. Ze wschodniego Zairu na Mobutu wyruszył Laurent Kabila, handlarz złotem i ultramarksista. W latach 60. sam Che Guevara tłumaczył mu, jak przeprowadzić rewolucję na wzór kubański, ale nie wytrzymał. Uznał, że z takiego dziwkarza i alkoholika nigdy nie będzie dobrego rewolucjonisty. Trzydzieści kilka lat później historia przyznała mu rację.



oceń
2
0
Podziel się

Więcej na ten temat

wiadomości

galerie

w innych serwisach WP

Opinie

Ocena: 0 [0]
~Michał [2009-01-21 16:29]

ONZ rusz tyłek
w Rwandzie pokazaiście niemoc to zrehabilitujcie się w DRK. Spróbujcie zaangazować w rozwiązanie konfliktu Tanzanię i Kenię.

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź