Chaos i zamieszki w stolicy - wszystko przez wybory
PAP | dodane 2011-12-06 (12:00)
A
A
A
Jeszcze przed ogłoszeniem całościowych, ale wciąż wstępnych, wyników wyborów prezydenckich z 28 listopada w Demokratycznej Republice Konga, co ma nastąpić we wtorek, w kraju wybuchły zamieszki.
W poniedziałek w stolicy kraju Kinszasie służby bezpieczeństwa użyły gazu łzawiącego przeciwko zwolennikom opozycji. W prowincji Kasai padły strzały po zamknięciu przez rząd lokalnej telewizji i rozgłośni radiowej.
Misja ONZ w DR Konga zorganizowała spotkanie międzynarodowych dyplomatów z obecnym prezydentem Josephem Kabilą i jego głównym przeciwnikiem Etiennem Tshisekedi. Opozycja zarzuca prezydentowi brak organizacji wyborów i liczne fałszerstwa.
Faworytem w wyborach prezydenckich jest obecny prezydent Joseph Kabila, syn Laurenta Kabili, który obalił dyktatora Mobutu.
Kabila senior został zastrzelony przez własnego ochroniarza w 2001 roku. Do tej pory nie jest jasne, kto był odpowiedzialny za zamach. Joseph Kabila został prezydentem kilka dni po śmierci ojca, mając 29 lat. Pięć lat później wygrał pierwsze w kraju demokratyczne wybory. W styczniu br. opowiedział się za przeprowadzeniem w listopadzie tylko jednej tury wyborów prezydenckich, dzięki czemu prezydentem będzie mógł zostać kandydat, który zdobędzie mniej niż 50% głosów. Zdaniem opozycji może się to przyczynić do jego zwycięstwa.
Głównym konkurentem Kabili jest Etienne Tshisekedi - wieloletni opozycjonista, który zbojkotował poprzednie wybory, uznając je za sfałszowane. W tym roku twierdzi, że wyników nie uzna, ponieważ wybory były chaotyczne i sfałszowane.
Wyniki cząstkowe, podane wieczorem w poniedziałek, wskazują, że Joseph Kabila uzyskał 46% poparcia, a jego rywal - 36%.
Kikaya Bin Karubi, ambasador DR Konga w Wielkiej Brytanii powiedział agencji Reutera, że władze nie mogą sobie pozwolić, by zapanował chaos, i że jeśli sytuacja wymknie się spod kontroli, na pomoc wezwana zostanie armia.
Na ulicach Kinszasy panuje chaos. Wielu mieszkańców stolicy w trosce o swoje bezpieczeństwo postanowiło przenieść się do pobliskiego Konga.
- Atmosfera zaczyna być nerwowa, wielu obcokrajowców chce wydostać się do Zambii. Nikt nie potrafi przewidzieć, co się tu stanie - powiedział w rozmowie telefonicznej z PAP Cleofas Lwando, zambijski kierowca tira, który czeka na wyjazd z DR Konga. - Mam nadzieję, że nie będzie tu takiej sytuacji, jaka miała miejsce na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Teraz wszystko na to wskazuje.
Według Reutera, pięć kongijskich telefonii komórkowych zgodziło się zawiesić SMS-y, kiedy okazało się, że przesyłane są wiadomości nawołujące do przemocy. Międzynarodowe organizacje apelują o spokojne przyjęcie wyników wyborczych. Ostateczne wyniki wyborów prezydenckich mają być ogłoszone 17 grudnia.
W wyniku zamieszek w okresie wyborczym w kraju zginęło już 18 osób, a ponad sto zostało rannych.
Kongijczycy narzekają na gigantyczną korupcję i powolny rozwój kraju, który jest najbogatszym w surowce krajem w Afryce. Mimo bogactw naturalnych, niecałe 25% z 69 milionów obywateli ma dostęp do wody pitnej, a tylko 10% do elektryczności. W kraju, którego powierzchnia jest większa niż dwie trzecie Europy, ze stolicy drogą można dojechać jedynie do czterech głównych miast na prowincji.
W historii Demokratycznej Republiki Konga listopadowe wybory były drugimi wyborami prezydenckimi od czasu zakończonej w 2003 roku wojny, w której w ciągu pięciu lat zginęło prawie 5 mln ludzi.
W rejonie Kivu armia Kabili nadal walczy z grupami rebelianckimi, które przegrały poprzednie wybory. Miliony ludzi z tego regionu opuściły swoje domy, a tysiące zginęły.
Walki toczą się również o ziemię i dostęp do cennych surowców - diamentów, kobaltu i rud tantalu (koltan), wykorzystywanych w produkcji kondensatorów do urządzeń elektronicznych (telefonów komórkowych i komputerów), sprzętu zbrojeniowego i kosmicznego oraz aparatury chemicznej.
(ap, tbe)
wiadomości
w innych serwisach WP
Opinie
Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!