Mają 13 lat i idą na wojnę
wp.pl | dodane 2011-02-11 (12:33)
A
A
A
W Czadzie nadal wykorzystuje się dzieci-żołnierzy (fot. AFP / Georges Gobet)
Noszą broń, walczą, są żołnierzami… są też dziećmi. Czasem mają zaledwie 13 lat. Jak znalazły się w szeregach rządowych armii lub rebeliantów? W swoim najnowszym raporcie Amnesty International opisuje sytuację dzieci-żołnierzy we wschodnim Czadzie.
Jak podają obrońcy praw człowieka, we wschodnim Czadzie prawie pół miliona osób żyje w obozach dla uchodźców. Gdy w sąsiednim Darfurze w Sudanie rozpętało się piekło, setki tysięcy ludzi nie miały wyboru - musiały opuścić swoje domy. Uciekli przed przemocą, ale pojawił się głód, bieda i bezczynność. Została też pamięć po tym, co i kogo stracili. W Czadzie nie było dużo spokojniej, bo w obozach dla uchodźców już żyła równie wielka rzesza osób wewnętrznie przesiedlonych (IDP). Zbrojne grupy z obu stron przekraczały pustynną granicę, by rabować i szukać zemsty.
Te obozy to doskonały teren do rekrutacji dzieci, gdyż mają one tam ograniczony dostęp do edukacji, nieliczne możliwości zatrudnienia, często też straciły swoje rodziny i przyjaciół w walkach - ocenia Amnesty International. W raporcie "Zagrożona przyszłość: Sytuacja dzieci rekrutowanych przez siły zbrojne we wschodnim Czadzie" obrońcy praw człowieka opisują ponad 40 przypadków byłych i aktualnych dzieci-żołnierzy z Czadu i Darfuru. Dlaczego wybrały walkę?
- Mój ojciec jest stary. W domu nie starczało dla wszystkich, więc chciałem poprawić naszą sytuację. Przyłączyłem się do armii, by pomóc mojej rodzinie, mojej mamie - opowiada Mahaman, który wstąpił do Frontu dla Zbawienia Republiki (FSR) jako 13-latek. Po roku został przywódcą grupy 50 bojowników. - Może dlatego, że umiałem czytać i pisać? - zastanawia się chłopiec.
- Tu nie ma nic do robienia; nie ma pracy, szkoły, pieniędzy, a ja jestem biedny... W JEM nie jestem opłacany, ale w czasie walk zabieramy rzeczy wrogom - powiedział Amnesty International były rebeliant sudańskiego Ruchu Sprawiedliwości i Równości (JEM).
Do obozów dla uchodźców wysyła się małych rekrutantów - są dobrze ubrani, mają pieniądze, papierosy. Czasem to wystarczy, by zwerbować kolejnych nieletnich żołnierzy. Za to, że chwycą za karabin oferują się im od 20 do 500 dolarów. A czasem trzeba przebudzić etniczną nienawiść, przecież niemal każdy stracił bliską osobę w walkach.
- Miałem wtedy 13 lat… Dzieci z tej samej grupy etnicznej co prezydent republiki biły mnie, nawet ukradły mój rower - opowiada dziś 17-letni Salama. - Przeszedłem trening bojowy. Między nami było dużo młodych chłopców. Zabrano mnie do buszu. Potem wróciliśmy do Czadu, żeby walczyć z czadyjską armią narodową - mówi.
Według danych ONZ z 2007 roku, w czadyjskim wojsku i rebelianckich grupach z tego kraju oraz z Sudanu walczyło 7-10 tys. dzieci-żołnierzy. Niektóre były porywane i siłą wcielane w szeregi zbrojnych grup, inne przyłączały się do nich same. Chciały pomścić zabitych krewnych, zagrabiony majątek lub uciekały w ten sposób od biedy i braku perspektyw – wyjaśnia AI.
Dzieci często nie mówią rodzicom, że planują przystąpić do zbrojnych ugrupowań, inne są zachęcane, by przyłączyły się do rebelii. Nawet 13-letni chłopcy są wykorzystywani w bezpośredniej walce. Młodsze dzieci zostają posłańcami lub tragarzami.
- To jest dramatyczna sytuacja, w której tysiące dzieci są pozbawiane dzieciństwa i manipulowane przez dorosłych po to, by walczyć w ich walce - powiedział Erwin van der Borght, Dyrektor Programowy Amnesty International ds. Afryki
Rząd Czadu, przy wsparciu UNICEF-u, uruchomił w 2007 roku program demobilizacji i reintegracji dla dzieci związanych ze zbrojnymi ugrupowaniami. Jak ocenia Amnesty International, nie odniósł on jednak większego sukcesu. Niedofinansowanie, niepewna sytuacja i niechęć polityków i wojskowych do angażowania się w demobilizację dzieci-żołnierzy – to przyczyny porażki programu, które podają obrońcy praw człowieka.
Żądają oni również większego zaangażowania ze strony czadyjskich władz w ukaranie odpowiedzialnych za rekrutację dzieci do zbrojnych grup. - Prezydent (Idriss) Deby musi wydać jasny rozkaz wszystkim dowódcom w armii, który zakazuje rekrutowania i korzystania z dzieci- żołnierzy oraz nakazuje współpracę w ramach programu demobilizacji. (…) Nigdy nie ma wytłumaczenia dla łamania praw dzieci - mówi Erwin van der Borght
Bezpieczeństwa we wschodnim Czadzie pomagała pilnować początkowo misja wojskowa UE, później ONZ. Na prośbę czadyjskiego rządu misja MINURCAT wycofała się ze wschodniego Czadu pod koniec 2010 roku. Amnesty International obawia się, że skutkiem będzie jedynie więcej przypadków łamania praw człowieka.
Dyrektor AI ds. Afryki zaapelował, by zarówno rząd Czadu, jak i zbrojne ugrupowania działające na terenie tego kraju zwolniły wszystkie dzieci, które wciąż przebywają w ich szeregach.
Czytaj więcej o prawach człowieka na stronach Amnesty International.
(mp)
wiadomości
galerie
w innych serwisach WP
Opinie
Ocena: 0 [0]
ctadek
[2011-02-20 17:23]
ctadek
Coz wpisac mysle czasami,ze gdyby jakos narodziło sie 1000 bin ladenow,moze wtedy ci co zadza swiatem otworzyli by oczy,pozdrawiam
odpowiedz