Szukaj wiadomości:

Joseph Kony - krwawy mesjasz

Logo dostawcy
wp.pl | dodane 2010-02-08 (09:04)

drukuj A A A
Zbrodnie przeciwko ludzkości i łamanie prawa wojennego. Gwałty, okaleczenia, masowe mordy na ludności cywilnej, porywanie dzieci i szkolenie ich na żołnierzy - o to wszystko oskarżony jest Joseph Kony - człowiek, którego od 20 lat nie jest w stanie schwytać wojsko ani prywatni "łowcy głów"; człowiek, który stworzył Armię Bożego Oporu oraz twierdzi, że jest opętany przez duchy i wypełnia rozkazy Boga.

Joseph Kony urodził się w roku, w którym jego ojczyzna, Uganda, uzyskała niepodległość od Wielkiej Brytanii. Kraj, leżący w sercu Afryki, pomiędzy wielkimi jeziorami - Wiktorii, Edwarda i Alberta - w 1962 roku zdawał się mieć wszystko, by zostać spokojnym i bogatym państwem rządzonym wreszcie przez rdzenną ludność. Po latach kolonialnego ucisku autochtoni brali sprawy w swoje ręce.

Młodość w krainie duchów

Ojciec "Józia" Kony’ego był katolikiem, który udzielał się w kościele. Matka była anglikanką. W ich wiosce, położonej w północnej Ugandzie w kraju plemienia Aczoli, mocno obecne były jednak pradawne afrykańskie wierzenia, w których przemożną rolę odgrywał kult duchów i przodków. Młody Joseph, który był ponoć nawet ministrantem, uczył się także sztuki lekarskiej u miejscowego szamana. Gdy dorastał, spokojna i zielona Uganda w wyniku walki o władzę zaczęła spływać krwią. W 1971 roku do władzy doszedł gen. Idi Amin Dada, zwany również "rzeźnikiem Ugandy". Nieudolny Amin doprowadził kraj do ruiny gospodarczej, mordując po drodze dziesiątki tysięcy faktycznych lub wydumanych przeciwników politycznych, w tym wielu współplemieńców Kony'ego.

W latach 80. Uganda targana była walkami między różnymi ugrupowaniami partyzanckimi. W końcu w 1986 zwycięsko z walki wyszedł przywódca Narodowej Armii Oporu, Yoweri Museveni, obalając pochodzącego z ludu Aczoli gen. Tito Okello. Był na tyle silny, by umocnić swą władzę i zjednać sobie lokalnych przywódców oraz liderów Zachodu. Dzięki sprytowi i pomocy zagranicznej utrzymał ster rządów.

Na początku rządów Museveni musiał jednak pokonać jeszcze jednego, nietypowego przeciwnika - kobietę nawiedzoną przez duchy - Alicję Aumę.

W 1985 roku do Alicji, nieszczęśliwej bezdzietnej kobiety, którą własny ojciec chciał wyleczyć z niepłodności przy pomocy kilkunastu uzdrowicieli, przemówił duch. Wyruszyła na odludzie do lasu przy wodospadach Murchisona. Tam obmyła się w wodach Nilu i dostała polecenie od ducha Lakwena - "Posłańca": miała leczyć lud Aczolich i uratować ich od zepsucia.

Tajemniczy "duch-posłaniec", był według prorokini Duchem Świętym, kazał jej potem zostać dowódcą wojskowym. Alicja dostała od ducha obietnicę, że jeśli jej żołnierze przed walką oczyszczą się z grzechu i zostaną namaszczeni specjalnym olejem i pokropieni święconą wodą, nie będą ginęli od kul przeciwnika.

Alicja od Ducha Świętego - bo tak na nią zaczęto mówić - zjednała sobie kilkuset ludzi, którzy stworzyli jej pierwsze wojsko - Ruch Ducha Świętego. W listopadzie 1986 roku ruch w spektakularny sposób pokonał siły rządowe. "Nawiedzony" oddział odnosił kolejne sukcesy. Partyzanci szli odważnie przeciw wojskom rządowym przekonani, że są odporni na strzały przeciwników. Ich odwaga budziła strach żołnierzy, którzy słyszeli, że mają się zmierzyć z wojskami potężnej pośredniczki Boga, potrafiącej błogosławieństwem przemienić kamienie w granaty i której służą leśne osy i szerszenie.

W Ugandzie wiara w duchy pozostaje silna. I nikt nie ma ochoty stawać w szranki z duchami, które może pokonać tylko silniejszy pan. A kto może konkurować z Duchem Boga?

Po pierwszych sukcesach do Alicji dołączyło kilka tysięcy ochotników. Zwycięstwa przestały już być tak spektakularne. Część ludzi ginęła. Duch tłumaczył, że to ci, którzy mieli małą wiarę lub wciąż żyli w grzechu. Armii Alicji udało się dojść nawet kilkadziesiąt kilometrów od stolicy. Tam jednak Museveni zgromadził znacznie silniejsze oddziały. Decydujące okazało się wsparcie artylerii. Pokonana prorokini musiała uciekać do Kenii. Tam dokonała swych dni w 2007 roku.

Część twierdziła jednak, że to Alicja przestała słuchać ducha i dlatego ją opuścił. Inni mówili, że to prezydent Museveni ma w pałacu potężnego czarnoksiężnika, który złamał moc duchów Alicji.

Schedę po Alicji próbował przejąć jej ojciec, Severino. Twierdził, że to na niego przeszły moce, które jeszcze niedawno pozwalały jego córce zwyciężać. Teraz to on miał ocalić lud Aczoli od zniszczenia i zemsty prezydenta Museveniego. Ludzie mu jednak nie uwierzyli. Niewielu dołączyło do jego ruchu. Gniewny Severino w zemście zaczął mordować własnych pobratymców. Dostał nawet przydomek "ten, który rąbie własne ofiary". Podczas ataku na jedno z większych miast regionu, Kitgum, jego wojsko zostało zdziesiątkowane. A sam Severino dostał się do niewoli. Władze pozwoliły mu wyjść na wolność. Od tamtej pory prowadzi swój własny kościół i udziela porad jako pośrednik duchów.

Kuzyn przejmuje "duchową" armię

Prawdziwy horror ludu Aczolich miał jednak dopiero nadejść. Najkrwawszego z "mesjaszy" ludu Aczoli wydała ta sama rodzina. Joseph był bowiem spokrewniony z Alicją i Severino. Według jednych był kuzynem Alicji od Ducha Świętego, według innych jej bratankiem. Ten 25-letni chłopak, który skończył zaledwie cztery klasy podstawówki, nie nauczywszy się porządnie angielskiego, w 1987 roku dostał "ducha" i to on miał dalej prowadzić misję wyzwolenia. Aczoli zmęczeni wojnami nie chcieli już jednak iść za nim. Museveni, choć niepopularny w tych stronach, okazał się również przywódcą litościwym, nie mordował Aczolich - w przeciwieństwie do ich własnych "mesjaszów".

Kony założył swoją partyzantkę z niedobitków armii Alicji oraz Severino. Część bojowników dołączyła do niego, nie mając co ze sobą począć. Nowy prorok Aczolich posłał również po kilku oficerów armii rządowej, zwolnionych z pracy. Ci mieli szkolić jego oddziały. Kony kilkakrotnie zmieniał nazwę "wojska". Ostatecznie jego rebelianci nazwali się Armią Bożego Oporu (Lord’s Resistance Army - LRA). Sam Kony obwołał się duchowym i politycznym przywódcą ruchu. Jego żołnierze mieli przechodzić obrzędy inicjacyjne. Byli namaszczani i oczyszczani. Przed kulami chronić ich miała woda święcona i specjalny olej. Tylko "nowy lud" mógł zwyciężyć z armią Museveniego. Tylko odnowiony naród miał przetrwać, zaludniając całą Ugandę a potem świat.

W celu "wyhodowania" nowych Aczoli Kony wprowadził wielożeństwo wśród swoich oficerów. Wyznacza żony wyższym rangom partyzantom. Sam ma podobno ponad 50 nałożnic i 100 dzieci. W obawie przed groźnym wirusem HIV, emanacją potężnego ducha, za żony bierze sobie tylko dziewice, często mające po 12-14 lat.


oceń
20
6
Podziel się

Więcej na ten temat

wiadomości

galerie

w innych serwisach WP

Opinie

Ocena: 0 [0]
~szachmat [2010-02-08 11:33]

Fajnie się cztyta.
Ten Bóg lepszy, czy może tamten, albo zupełnie inny...Nasz uzdrawia jednego na rok w Lurds a ileś mld skazuje na śmierć w cierpieniach. Inny Bóg każe zabijać.Duchy zmarłych cierpią tak długo aż zapłacimy za msze w ich intencji. Czyli kto ma manymany to przekupi Boga i grzechy zmarłemu odpuści. Kłóćcie się dalej. Fajnie się czyta...

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~T.Rep [2010-02-08 10:07]

Oto
kliniczny przykład co może zdziałac religia katolicka.To dopiero początek,drżyjcie ateiści.Kono przyjdzie.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~xv [2010-02-08 11:08]

Ja tez to ziolo chce co on bierze :D
jednak afryka zawsze miała najlepsze ziółka :D

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Ok [2010-02-08 11:06]

A budujcie im studnie
i posyłajcie żarcie.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~maniek [2010-02-06 20:17]

nie rozumiem
Jak to jest do diabła możliwe, że rozmawiał z nim wysłannik ONZ oraz dziennikarze i go nie schwytali?

odpowiedz

pokaż 2 ukryte odpowiedzi

Ocena: 0 [0]
goj [2010-02-08 10:12]

Jednym słowem, diagnoza brzmi -
schizofrenia. Czarnoskórzy też na nią chorują.

odpowiedz

pokaż 2 ukryte odpowiedzi

Ocena: 0 [0]
~paco [2010-02-08 10:28]

cud
do sejmu go!!!

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~rea [2010-02-08 10:14]

Paranoja
No,cóż...To nic nowego.Każda religia wymaga krwi i ofiar. Ogólnie wiara w jakiegoś Boga,Allacha i innego Manitou jest destrukcyjna dla samego wierzącego.Spacer po szpitalu dla obłąkanych pokazuje,że sama wiara nie dowodzi niczego.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
stary52 [2010-02-08 10:07]

miliard czy więcej zginęło już z ręki drugiego człowieka
ludzi na przestrzeni wieków za wiarę ,za to że żyli i stanęli na drodze innych bardziej zaborczych a może tylko przedsiębiorczych ludzi plemion narodów...

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Kometa [2010-02-08 10:07]

Krwawy
Gdzie jest mowa o bogu i duchach tam też jest i zbrodnia.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~ptyś [2010-02-08 09:59]

u nas
opentanych i nawiedzonych też nie brakuje

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
T.R.S. [2010-02-06 19:40]

ALE TYTUL...
Ale tytul- ...mesjasz.Zwykly morderca.

odpowiedz