Szukaj wiadomości:

"Polacy, zabierzcie swojego premiera!"

Logo dostawcy
wp.pl | dodane 2012-01-23 (12:56)

drukuj A A A
Leon Kengo wa Dondo od lat należy do najważniejszych polityków w położonej w sercu Afryki Demokratycznej Republice Konga. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdy nie fakt, że ma białą skórę, a przez połowę życia nazywał się... Leon Lubicz.

Wygląda jak Grek albo Włoch - jest nawet odrobinę podobny do Silvia Berlusconiego. Na pewno ze swoją jasną cerą i europejskimi rysami nie przypomina innych Kongijczyków. Rodacy zdążyli jednak przywyknąć do jego aparycji. Kengo wa Dondo był już trzykrotnie ich premierem, a od kilku lat zasiada na czele senatu.

Skąd taka odmienność kongijskiego polityka na tle współobywateli? Z powodu ojca - był nim bowiem młody lekarz z Polski.

"Raj"

Historię tę powinniśmy zacząć w 1910 roku. Wtedy to Solomon Benatar, żydowski przedsiębiorca mieszkający w Rodezji, otrzymał wyjątkowe zaproszenie. Przyszło prosto z Katangi - słynącego z bogactw naturalnych regionu na południu ogromnego Belgijskiego Konga. Gubernator prowincji pragnął, by Benatar rozwinął biznes w ospałej stolicy okręgu, Elizabethville. Błyskotliwy Żyd podjął się wyzwania. Na małym polu w pobliżu stacji kolejowej postawił sklep wielobranżowy i zaczął handlować. Po kilku latach był już bogaczem, a jego firma, Solbena, prawdziwą potęgą.

Sukces Benatara przyciągnął innych żydowskich biznesmenów. Nadciągali do Konga całymi rodzinami - dziesiątki, a potem setki! Możliwości dla białych nie brakowało, więc wielu z nich szybko dorobiło się małych fortun.

Gdy w latach 30. Europa kipiała antysemityzmem, Żydzi wyruszyli na kolejną wędrówkę. Jedni wybierali Amerykę, inni Bliski Wschód. Niektórzy postanowili przyłączyć się do swoich krewnych w centrum Afryki. W połowie wieku w Belgijskim Kongu żyło ich już dwa i pół tysiąca. Był wśród nich także początkujący lekarz z Polski.

Michał Lubicz przybył nad Kongo prawdopodobnie w 1933 roku. Od razu rozpoczął praktyki lekarskie w Libenge. Niestety dwa lata później jeden z jego pacjentów zmarł. Bliscy nieboszczyka całą winą obwinili polskiego doktora i zaczęli mu grozić. Lubicz musiał uciekać. Nie wrócił jednak do Polski, gdyż w Kongu zakochał się w kobiecie z ludu Tutsi i dopiero co urodził im się syn. Rodzina przeniosła się do Wschodniej Prowincji, gdzie nikt nie słyszał o historii z Libenge. Malutki Leon Lubicz otrzymał chrzest i cieszył się spokojnym, dostatnim dzieciństwem.

"Kongo było dla nas rajem, nową Ziemią Obiecaną" - wspomina w książce Shalom Bwana Moise Rahmini, który również mieszkał w tym czasie w Afryce. "Nie istniał tam antysemityzm, a poczucie przestrzeni było cudowne" - pisze.

Żydzi mocno różnili się od zarządzających kolonią Belgów, którzy od dekad traktowali Kongijczyków jak podludzi i obdzierali z wszelkich bogactw. Żydowscy kupcy zapuszczali się w trudno dostępne regiony i utrzymywali przyjazne kontakty z lokalnymi plemionami, a większość z nich dobrze traktowała swoją czarną służbę - Afrykanie często sami chcieli pracować w ich firmach i domach. Gdy pod koniec lat 50. sfrustrowani brakiem wolności Kongijczycy zaczęli protestować i atakować Europejczyków, Żydzi mogli liczyć na specjalne względy.

"W czasie zamieszek afrykańscy robotnicy pisali na naszych ścianach: żydowski dom. To oznaczało: nie ruszać ich! Chronili nas" - opisuje Rahmini.

Kolesie

W 1960 roku dzieje Konga nabrały rozpędu. Kraj uzyskał niepodległość, ale szybko pogrążył się w wojnie domowej. Po kilku latach władzę przejął wyjątkowo chciwy dyktator, Mobutu Sese Seko. Do tego czasu chwiejąca się gospodarka zmusiła do wyjazdu większość Żydów.

Czytaj więcej: Prezydent, który ukradł 5 mld dolarów.

Okres największej zawieruchy dwudziestoparoletni Leon Lubicz spędził w Belgii. Studiował tam prawo i kryminologię. W 1968 roku zdobył doktorat, stając się jednym z pierwszych Kongijczyków z takim tytułem. Zdolnego prawnika prędko dostrzegł Mobutu, który uczynił go najpierw swoim doradcą, a potem prokuratorem generalnym.

Kleptokracja. Dosłownie: rządy złodziei. Tak właśnie określa się dziś system stworzony przez kongijskiego satrapę. I rzeczywiście, Mobutu zezwalał swoim ministrom i ważnym urzędnikom na bardzo wiele. Warunek był jeden - musieli milczeć, gdy on pozwalał sobie na jeszcze więcej. A na przyjemnościach życia się znał. Luksusowe rezydencje, prywatne samoloty i nowoczesne samochody kupował za miliony dolarów.


oceń
566
96
Podziel się

Więcej na ten temat

wiadomości

galerie

w innych serwisach WP

Polecane: Pogoda | Wyznaczanie trasy | BMI | Tarot | Program tv | Plotki | Moje IP | Wiadomości | Sport | Top News
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska