Leon Kengo wa Dondo od lat należy do najważniejszych polityków w położonej w sercu Afryki Demokratycznej Republice Konga. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdy nie fakt, że ma białą skórę, a przez połowę życia nazywał się... Leon Lubicz.
Wygląda jak Grek albo Włoch - jest nawet odrobinę podobny do Silvia Berlusconiego. Na pewno ze swoją jasną cerą i europejskimi rysami nie przypomina innych Kongijczyków. Rodacy zdążyli jednak przywyknąć do jego aparycji. Kengo wa Dondo był już trzykrotnie ich premierem, a od kilku lat zasiada na czele senatu.
Skąd taka odmienność kongijskiego polityka na tle współobywateli? Z powodu ojca - był nim bowiem młody lekarz z Polski.
"Raj"
Historię tę powinniśmy zacząć w 1910 roku. Wtedy to Solomon Benatar, żydowski przedsiębiorca mieszkający w Rodezji, otrzymał wyjątkowe zaproszenie. Przyszło prosto z Katangi - słynącego z bogactw naturalnych regionu na południu ogromnego Belgijskiego Konga. Gubernator prowincji pragnął, by Benatar rozwinął biznes w ospałej stolicy okręgu, Elizabethville. Błyskotliwy Żyd podjął się wyzwania. Na małym polu w pobliżu stacji kolejowej postawił sklep wielobranżowy i zaczął handlować. Po kilku latach był już bogaczem, a jego firma, Solbena, prawdziwą potęgą.
Sukces Benatara przyciągnął innych żydowskich biznesmenów. Nadciągali do Konga całymi rodzinami - dziesiątki, a potem setki! Możliwości dla białych nie brakowało, więc wielu z nich szybko dorobiło się małych fortun.
Gdy w latach 30. Europa kipiała antysemityzmem, Żydzi wyruszyli na kolejną wędrówkę. Jedni wybierali Amerykę, inni Bliski Wschód. Niektórzy postanowili przyłączyć się do swoich krewnych w centrum Afryki. W połowie wieku w Belgijskim Kongu żyło ich już dwa i pół tysiąca. Był wśród nich także początkujący lekarz z Polski.
Michał Lubicz przybył nad Kongo prawdopodobnie w 1933 roku. Od razu rozpoczął praktyki lekarskie w Libenge. Niestety dwa lata później jeden z jego pacjentów zmarł. Bliscy nieboszczyka całą winą obwinili polskiego doktora i zaczęli mu grozić. Lubicz musiał uciekać. Nie wrócił jednak do Polski, gdyż w Kongu zakochał się w kobiecie z ludu Tutsi i dopiero co urodził im się syn. Rodzina przeniosła się do Wschodniej Prowincji, gdzie nikt nie słyszał o historii z Libenge. Malutki Leon Lubicz otrzymał chrzest i cieszył się spokojnym, dostatnim dzieciństwem.
"Kongo było dla nas rajem, nową Ziemią Obiecaną" - wspomina w książce Shalom Bwana Moise Rahmini, który również mieszkał w tym czasie w Afryce. "Nie istniał tam antysemityzm, a poczucie przestrzeni było cudowne" - pisze.
Żydzi mocno różnili się od zarządzających kolonią Belgów, którzy od dekad traktowali Kongijczyków jak podludzi i obdzierali z wszelkich bogactw. Żydowscy kupcy zapuszczali się w trudno dostępne regiony i utrzymywali przyjazne kontakty z lokalnymi plemionami, a większość z nich dobrze traktowała swoją czarną służbę - Afrykanie często sami chcieli pracować w ich firmach i domach. Gdy pod koniec lat 50. sfrustrowani brakiem wolności Kongijczycy zaczęli protestować i atakować Europejczyków, Żydzi mogli liczyć na specjalne względy.
"W czasie zamieszek afrykańscy robotnicy pisali na naszych ścianach: żydowski dom. To oznaczało: nie ruszać ich! Chronili nas" - opisuje Rahmini.
Kolesie
W 1960 roku dzieje Konga nabrały rozpędu. Kraj uzyskał niepodległość, ale szybko pogrążył się w wojnie domowej. Po kilku latach władzę przejął wyjątkowo chciwy dyktator, Mobutu Sese Seko. Do tego czasu chwiejąca się gospodarka zmusiła do wyjazdu większość Żydów.
Okres największej zawieruchy dwudziestoparoletni Leon Lubicz spędził w Belgii. Studiował tam prawo i kryminologię. W 1968 roku zdobył doktorat, stając się jednym z pierwszych Kongijczyków z takim tytułem. Zdolnego prawnika prędko dostrzegł Mobutu, który uczynił go najpierw swoim doradcą, a potem prokuratorem generalnym.
Kleptokracja. Dosłownie: rządy złodziei. Tak właśnie określa się dziś system stworzony przez kongijskiego satrapę. I rzeczywiście, Mobutu zezwalał swoim ministrom i ważnym urzędnikom na bardzo wiele. Warunek był jeden - musieli milczeć, gdy on pozwalał sobie na jeszcze więcej. A na przyjemnościach życia się znał. Luksusowe rezydencje, prywatne samoloty i nowoczesne samochody kupował za miliony dolarów.